Pępowinowa agitacja w miejskiej szkole rodzenia
W szkole rodzenia finansowanej przez ratusz pojawili się ludzie z firmy namawiającej do pobierania krwi pępowinowej. – Nie ma na to miejsca w miejskim szpitalu – twierdzą specjaliści.
Chodzę do szkoły rodzenia do Szpitala św. Rodziny przy ul. Madalińskiego – opowiada czytelniczka „ŻW“. – Na nasze zajęcia przyszła przedstawicielka Polskiego Banku Komórek Macierzystych i przekonywała nas o cudownych właściwościach krwi pępowinowej. Za pobranie trzeba zapłacić ok. 3 tys. zł, później dodatkowo za przechowywanie. Dla mnie taka pogadanka w szkole rodzenia, finansowanej przez miasto, to niedopuszczalna forma reklamy.
W krwi pępowinowej znajdują się tzw. komórki macierzyste. Pobrana przy porodzie może być zamrożona na wiele lat. Część naukowców twierdzi, że komórki te będzie można wykorzystać do przeszczepów i leczenia chorób nowotworowych.
– Ale prasa wielokrotnie pisała, że nie ma dowodów na to, iż krew pępowinowa będzie pomocna w razie choroby dziecka – mówi kobieta. Biuro Polityki Zdrowotnej dowiedziało się o sprawie od nas. Wcześniej nikt nie skarżył się, że w szkołach rodzenia pojawiają się prywatne firmy.
– Na zajęciach finansowanych przez miasto mają być omawiane tematy uzgodnione z nami w programie, wszystkie zmiany powinny być do nas zgłaszane – mówi Olga Pilarska z BPZ. – Od szpitala otrzymaliśmy zapewnienie, że spotkanie odbyło się po zajęciach i na wyraźną prośbę uczestników, którzy mieli wiele dodatkowych pytań.
– Kłamią w żywe oczy – oburza się czytelniczka. – Nie słyszałam, żeby ktoś prosił o takie spotkanie i odbyło się ono zamiast części wykładu. Czuję, że ktoś ukradł mój czas. Dyrektor szpitala Bogdan Chazan podtrzymuje wersję, że spotkanie zorganizowano na prośbę przyszłych rodziców.
Czy szkoła rodzenia zarobiła dodatkowo na współpracy z firmą? – Nie sądzę, żeby czerpała z tego jakieś profity – odpowiada dyrektor Chazan. – Ale takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Zakazałem już organizowania takich spotkań.
Czy pobieranie i przechowywanie krwi pępowinowej to rzeczywiście „polisa na życie dziecka“? Prof. Wiesław Jędrzejczak, hematolog z Uniwersytetu Medycznego, uważa, że nie ma dowodów, iż jej przechowywanie będzie przydatne. – Ryzyko zachorowania na chorobę, w leczeniu której ta krew mogłaby być wykorzystana, jest minimalne – mówi. – Poza tym chorują osoby dorosłe. Nie wiadomo, czy krew przechowywana wiele lat będzie się nadawała do użycia. A za 60 lat pojawią się pewnie inne metody leczenia. Także Unia Europejska jest przeciwna reklamowaniu bankowania krwi. Sam miałem możliwość pobrania krwi dla mojego dziecka, ale się nie zdecydowałem – dodaje onkolog.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
