r e k l a m a

Kombinowanie z genami

Piotr Szeleszczuk , Piotr Szymaniak 21-08-2008, ostatnia aktualizacja 29-08-2008 12:28

Najgłośniejszymi dopingowiczami na olimpiadzie w Pekinie są... cztery konie. Czy to oznacza, że nielegalne wspomaganie odeszło w zapomnienie? A może wprost przeciwnie. Z Jerzym Jurkiewiczem rozmawiają Piotr Szymaniak i Piotr Szeleszczuk.

*Wpadka Bena Johnsona jest do tej pory najgłośniejszą aferą dopingową. Kanadyjski sprinter zwyciężył na olimpiadzie w Seulu w 1988 r., ustanawiając kosmiczny rekord świata. Dzień później ogłoszono, że w jego organizmie wykryto środki dopingowe.
źródło: EAST NEWS
*Wpadka Bena Johnsona jest do tej pory najgłośniejszą aferą dopingową. Kanadyjski sprinter zwyciężył na olimpiadzie w Seulu w 1988 r., ustanawiając kosmiczny rekord świata. Dzień później ogłoszono, że w jego organizmie wykryto środki dopingowe.

Od kiedy zwalcza się doping?

Jerzy Jurkiewicz: Wyścig pomiędzy tymi, którzy kombinują, a tymi, którzy dbają o przestrzeganie reguł czystości sportu trwa od starożytności. Już na igrzyskach w starożytnej Grecji wprowadzono specjalne służby kontrolne. Byli to kapłani, którzy wpuszczając zawodników na arenę, sprawdzali ich oddech. W tamtych czasach nieuczciwi sportowcy używali mieszanki alkoholu z grzybami pobudzającymi. Wokół Olimpii jest pełno tzw. pomników hańby, które musiały wystawiać te z Polis, które przysłały nieuczciwego zawodnika.

Osiem medali i siedem rekordów świata Michaela Phelpsa. Nie budzi to wątpliwości?

Każdy się nad tym zastanawia. Ale on już miał medale na poprzedniej olimpiadzie. Nie jest człowiekiem znikąd, jak te dwie Chinki przed Otylią. On jest na rynku sportowym od wielu lat i bez przerwy każą mu siusiać! Każde laboratorium uważałoby za swój największy sukces, gdyby się go udało złapać na dopingu. Te jego próbki bada się po 50 razy 50 metodami , żeby coś zobaczyć. Więc nie sądzę...

Oglądając sensacyjne wyniki nieznanych sportowców, myśli pan sobie: „O, ten to naszprycowany, trzeba go skontrolować“?

Wszystko, co budzi podziw, zdziwienie, zaskoczenie, jest natychmiast kontrolowane. Trudno sobie wyobrazić, żeby na imprezie takiej rangi jak olimpiada, zawodnik, który uzyskuje fantastyczny wynik, nie został natychmiast sprawdzony. Narodowe komisje antydopingowe mają przegląd osiągów życiowych zawodników. Trzeba być zgoła niekompetentnym, żeby sobie pozwolić na stosowanie dopingu w tym klasycznym pojęciu.

Czyli?

Chodzi o używanie substancji zabronionych, wprowadzanych do organizmu. Prawdopodobieństwo ukrycia takiego dopingu jest prawie zerowe.

Ale to nie oznacza końca walki z dopingiem?

Nie. Obecnie mamy do czynienia z innym rodzajem dopingu, dopingiem genetycznym. Pierwsze było EPO, czyli erytropoetyna produkowana przez nerki, która uaktywnia produkcję krwinek czerwonych przez organizm. One z kolei są nośnikiem tlenu, który zwiększa wydolność organizmu. EPO można podać z zewnątrz, i do 2000 roku było to niewykrywalne. Teraz nie ma już problemu z jej wykrywaniem. Metodami manipulacji genetycznej można teoretycznie doprowadzić do sytuacji, w której zmodyfikowany gen będzie uaktywniał odpowiednie komórki do wytwarzania zwiększonej ilości endogennej erytropoetyny.

Czy ktoś tego używa?

Póki co nie ma dowodów, że ktokolwiek na świecie ten sposób działania uruchomił. Ale możliwości są. Doświadczalnie wyhodowano myszy, u których w zależności od potrzeby jest więcej włókien krótkich, szybko kurczliwych albo długich, wolno kurczliwych. Chodzi tu o opisywane już wielokrotnie myszy Schwarcenegera. Trzeba być naiwnym, by sądzić, że nie budzi to pokusy przeniesienia tego na sportowy grunt. Ale na dziś nie mam sygnałów, że gdziekolwiek doszło do manipulacji genetycznych u sportowców.

Na tym najwyższym poziomie w grę wchodzą olbrzymie nakłady finansowe, czasem dochodzi też presja polityczna na wynik, na medal, pobijanie kolejnych rekordów. Jak tu nie brać?

Tak było w przypadku NRD czy ZSRR oraz różnych dyktatur. W dojrzałej demokracji nie jest możliwe takie kombinowanie. Przynajmniej oficjalnie, bo od razu media rozniosłyby to w proch. Ale choć proste metody dopingu są pod naszą całkowitą kontrolą, to nie da się wykluczyć, iż zostanie wprowadzona substancja lub metoda, o której jeszcze nie wiemy, że jest. Można z ogromnym prawdopodobieństwem powiedzieć, że może do takiej sytuacji dojść. Ale na 100 proc. można powiedzieć, że po pewnym czasie skandal zostanie ujawniony i nieuczciwym zawodnikom medale zostaną odebrane.

Przychodzi mi na myśl jeden kraj, w którym jest ogromna presja na wynik. Kraj, który posiada nieograniczone środki finansowe, którego anonimowi sportowcy zdobywają mnóstwo medali – Chiny. Czy tam jest ta bomba, która może wybuchnąć za kilka lat?

Żeby była jasność, nie występuję tu jako Jerzy Jurkiewicz, ale jako przewodniczący Komisji, więc mogę odpowiedzieć w sposób do jakiego jestem uprawniony: jeśli jakikolwiek rodzaj dopingu został użyty przez jakiegokolwiek sportowca na Igrzyskach w Pekinie, to jest 100 proc. pewności, że zostanie to wykryte, jeśli nie w tej chwili, to w terminie późniejszym, ponieważ próbki są przechowywane przez kilka lat i czekają na kolejne sprawdzanie.

Czyli nawet jeśli nie złapiemy kogoś dziś, to złapiemy go w przyszłości?

Na 100 proc. O erytropoetynie także mówiono, że nie da się tego wykryć. Minęło kilka lat, i już jest wykrywalna. Osobnym problemem są konieczne do powszechnego wprowadzenia przepisy prawne regulujące zasady pobierania i przechowywania próbek biologicznych, w tym krwi od zawodników. Trwają intensywne dyskusje na ten temat. Należy podkreślić fakt, że próbka biologiczna może być potraktowana jako materiał genetyczny i jej przechowywanie oraz zabezpieczenie musi podlegać nadzwyczajnym rygorom. Są i inne kłopoty. Opieczętowane próbki przewozi się często samolotem. A celnicy mogą chcieć zobaczyć, co jest w przewożonym pojemniku. Po otwarciu próbka jest do wyrzucenia.

Dlaczego akurat w kolarstwie skumulowały się w ostatnich latach wszystkie wielkie afery?

To jest sport, który wymaga szczególnych cech i predyspozycji. Najbardziej istotną jest konieczność zapewnienia bardzo intensywnej wymiany gazowej w płucach. I to jest podstawowa zasada, która ma zasadniczy wpływ na procesy energetyczne w mięśniach (zwiększenie ilości kwasu melonowego, tzw. zakwaszanie mięśni). Poza tym to jest sport, w którym ogromny wysiłek wymagany jest w długim okresie czasu. Ciężarowiec podnosi sztangę w ciągu kilkunastu sekund, a kolarz pedałuje ponad 200 km i następnego dnia od początku. To są wymagania, które sprawiają, że właściwe przygo- towanie kolarza wymaga niezwykłego wysiłku, poświęcenia, trudu, wiedzy itp.. Pokusa działania na skróty jest tu zatem ogromna. Ale pragnę podkreślić z naciskiem, że w skali światowej procent zawodników, u których stwierdzono stosowanie niedozwolonych metod lub substancji zabronionych mieści się pomiędzy 0.8 a 2 proc., i to nie jest tak, że się ich nie wykrywa, bo praktycznie można wykryć każdą substancję wprowadzoną egzogennie.

To o czym wiemy wykrywamy w 100 proc. Jeśli są jakieś podejrzenia, to się za chwilę się wykryje, a nieuczciwy zawodnik straci medal.

Życie Warszawy