Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Energia tworzenia w pokoju bez klamek

Anna Maziuk 05-05-2011, ostatnia aktualizacja 05-05-2011 22:12

Koszykowa, róg Mokotowskiej. Kamienica z początków XX wieku. Mieszkanie jak wiele innych. Tyle że otwarte dla potrzebujących przestrzeni do działań. Oto Duży Pokój.

Anna Czyżewska i Joanna  Kozera w największym pomieszczeniu Dużego Pokoju
autor: Krzysztof Skłodowski
źródło: Fotorzepa
Anna Czyżewska i Joanna Kozera w największym pomieszczeniu Dużego Pokoju

W czterech pokojach o wysokich sklepieniach siedzibę mają cztery organizacje – stowarzyszenie Rozwój w Biały Dzień, stowarzyszenie Pracownia Etnograficzna, Stowarzyszenie 61 oraz Inicjatywa Wolna Białoruś. Kilkanaście młodych osób, głównie dziewczyn, ponad 120-metrowe mieszkanie na drugim piętrze wynajęło od dzielnicy. I stworzyło w nim miejsce dla siebie. Ale inni także mogą się na jakiś czas zadomowić.

Aktorzy, filmowcy, artyści, animatorzy, różne grupy nieformalne, profesjonaliści i młodzi twórcy, mają szansę realizować tu swoje przedsięwzięcia.

– Swego czasu sami mieliśmy problem ze znalezieniem pomieszczenia do prób teatralnych i do pracy przy filmie itp. – mówi Joanna Kozera ze stowarzyszenia Rozwój w Biały Dzień. – Niestety, nawet miejskie domy kultury nie zawsze mają możliwość użyczenia odpowiednich sal, a wynajęcie jakiegoś lokalu jest szalenie drogie. Brakowało nam miejsca w Warszawie, gdzie nieodpłatnie można przyjść i pracować nad swoim projektem. Dlatego powstała pracownia Duży Pokój.

Kilku wąsaczy i eurobalkon

Wejścia do budynku strzegą dwa domofony. Joanna Kozera i Anna Czyżewska ze stowarzyszenia Pracownia Etnograficzna martwiły się, że mogą być przeszkodą w funkcjonowaniu tego przecież z założenia otwartego miejsca. Okazało się, że obawy są absolutnie bezzasadne. Na fetę inaugurującą pracownię bez trudu weszło w sumie około 400 osób.

– Atmosfera była domówkowa – wspomina Anna. – Przypadkowi ludzie stojący przy domofonie otwierali drzwi kolejnym gościom. Niektórzy pytali, czy zamknąć drzwi na zamek (wejściowe – w wewnętrznych nie ma jeszcze nawet klamek) albo czy zdjąć buty.

– Bo w każdym mieszkaniu, szczególnie w socjalistycznym bloku, duży pokój to było coś ekstra. Miejsce, w którym stał telewizor, w którym odbywały się wszystkie obiady i kolacje świąteczne – mówi Joasia Kozera, cytując słowa pomysłodawcy nazwy – Łukasza Kaniewskiego.

Ale sentyment do PRL nie ogranicza się tylko do nazwy całego lokalu i jego głównego pomieszczenia. W najmniejszym, 12-metrowym, pokoiku oglądać można wystawę Kozery “Wąsy”.
– To coś niezwykle charakterystycznego. Każdy tata przecież kiedyś miał lub ma wąsy – śmieje się Czyżewska.

Kozera, która poza działalnością w stowarzyszeniach zajmuje się fotografią, któregoś dnia po prostu spostrzegła, jak wielu mężczyzn ma zarost. – Niezwykle ciekawe okazały się nie tylko jego kształty, ale i to, jak np. komponował się z różnymi nakryciami głowy – mówi.

Kilku wąsatych panów powisi w najmniejszym pokoju do końca maja. Potem nastąpi zmiana warty. Duży Pokój chce promować młodych artystów, dlatego nie tylko użycza ścian na prezentację prac, ale i pomaga w organizacji wernisaży.

Poza “Wąsami” na Koszykowej 24 można oglądać także wystawę Wojtka Domagalskiego zatytułowaną “120x140”. Tematem jest port, który jednak nie ma nic wspólnego z serią nadmorskich pocztówek. To duże abstrakcyjne płótna. Wykorzystane w nich granaty, błękity i czernie tak dobrze wpisują się w klimat 50-metrowego Dużego Pokoju, że można odnieść wrażenie, iż są jego integralną częścią.

A to w zasadzie pusta przestrzeń. Stoją tu tylko stół, kilka krzeseł i duży ekran do wyświetlania filmów oraz slajdów. Jest też wyjście na balkon. Na razie nieszczególny. Ale dziewczyny już niedługo planują go ozdobić. Chcą wziąć udział w konkursie na najładniejszy balkon, organizowanym przez MSZ w związku z polską prezydencją w Unii Europejskiej.
– Udekorujemy go biało-czerwonymi kwiatami albo barwami unijnymi – żartuje Anna.

Artyści i inni na deskach

Przychodzącym z zewnątrz udostępniany jest najczęściej właśnie Duży Pokój. Najmniejszy tylko czasami. Na razie grafik jest pełny. Ostatnio trenowały tu dziewczyny z teatralnej Nieformalnej Grupy Avis: Agnieszka Makowska – aktorka, i Agata Biziuk – reżyserka. Agnieszka pochodzi z Warszawy, ale z Agatą pracuje w Białymstoku. Przyjechały na kilka dni do stolicy, bo miały tu kilka spraw do załatwienia. A że przygotowują właśnie monodram “Medium” – opowieść o czterech ofiarach różnych reżimów – szukały sali prób na ten czas. Gdyby nie Duży Pokój pewnie nic by z nich nie wyszło.

– To super, że istnieje taka otwarta, neutralna przestrzeń, do której ktoś po prostu nas wpuścił – mówi Agata. – Pokój jest duży, cichy i jasny, do tego te drewniane deski... – zachwala siedząca na podłodze Agnieszka.

W Dużym Pokoju swoje próby mieli także aktor Romek Krężel i tancerka Iza Szostak, Teatr Improwizowany Klancyk!, studentka z Łodzi, która przeprowadzała casting do swojej pracy dyplomowej, a nawet Porozumienie 11 Listopada.

W dwóch pozostałych pokojach stowarzyszenia urządziły swoje minibiura. Mini, bo na w sumie około 40-metrowej przestrzeni przewija się codziennie około 20 osób. Stowarzyszenie 61 zajmuje jedno pomieszczenie. Trzy pozostałe korzystają z drugiego, do którego można się też dostać z drugiej klatki schodowej, dawnym wejściem dla służby. Stąd przez przeszkloną kolorową szybę da się zajrzeć do kuchni sąsiadów. Ale oni najwidoczniej nie mają nic przeciwko przypadkowym gapiom.

“Teleranek” i ogródki

Anna czasami stawia się w pozycji gościa i z laptopem zamiast w biurze siada na podłodze najmniejszego pokoju. Tu pisze kolejne projekty. Choćby warsztatów dla dzieci, mających na celu popularyzację kultury ludowej. Pomysłów stowarzyszenia z Dużego Pokoju mają zresztą dużo.
– Chcemy na przykład odgrzebać stare, kultowe filmy, seriale dla młodzieży i zorganizować cykliczną imprezę przypominającą dawny “Teleranek” – mówi Joanna Kozera. – Chodzi o to, żeby przyszły tu całe rodziny. Dorośli będą mogli powspominać, a dzieci poczują klimat dawnych czasów.

Inny projekt dotyczy warszawskich ogródków działkowych. – Chciałybyśmy, aby te miejsca stały się bardziej dostępne dla wszystkich warszawiaków, żeby zdążyli zobaczyć świat, na który czyha niejedna firma budowlana – tłumaczy Ania, która ogródki działkowe pamięta z dzieciństwa.

Dzwonki i pytania

W Dużym Pokoju domofon dzwoni niemal regularnie co kilkanaście minut. Przychodzą ludzie, którzy o Pracowni przeczytali na Facebooku albo usłyszeli od znajomych (dobre wieści rozchodzą się błyskawicznie). Chcą obejrzeć przestrzeń, dowiedzieć się, jakie projekty można w niej realizować, pytają o zasady współpracy. I nie przestają się dziwić, że nikt od nich nie chce pieniędzy.

Anna i Joanna z tego nieustającego ruchu bardzo się cieszą. Chciałyby, żeby tak było przez te trzy lata, na które dostały lokal. A może i dłużej.

Życie Warszawy