Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Alfonso Zapico, „Cafe Budapeszt” **** i pół

Dominika Węcławek 28-04-2011, ostatnia aktualizacja 28-04-2011 17:27

Nowa wariacja w temacie miłości zakazanej plus tętniące życiem obrazki z Jerozolimy w dobie wielkich przemian - to mieszanka, dzięki której Zapico przyciąga zarówno miłośników poważnych powieści graficznych, jak i fanów komiksu lżejszego.

źródło: materiały prasowe

Jest rok 1947. Młody żydowski skrzypek Jechzekel wraz z chorą matką porzuca Budapeszt i wyrusza do swego mieszkającego w Jerozolimie wuja. Napędza go wiara w to, że w nowym miejscu znajdzie dla siebie lepszą przyszłość. Tymczasem trafia do miasta, które lada chwila ma stać się areną bratobójczych walk. Oto bowiem rodzi się nowe państwo Izrael, a Palestyna nienajlepiej znosi ów poród. W tym nerwowym momencie w życiu uczuciowym młodego muzyka następuje inna rewolucja - Jechezkel poznaje bowiem energiczną Yaizę, muzułmańską dostawczynię owoców. W miarę jak rośnie temperatura konfliktu na ulicach Świętego Miasta, a kolejne przyjaźnie wystawiane są na próbę, rozwija się też związek tej dwójki.

Autor komiksu, trzydziestoletni Hiszpan Alfonso Zapico specjalizuje się w tematyce historycznej i ma do tego dryg. Sposób, w jaki kreśli dziejowe tło jest udany, czuć w tym prawdziwe życie zastępujące suchy, nachalny dydaktyzm, zaś fabuła prowadzona jest lekko. Czasem wręcz przydałoby się więcej dyscypliny przy jej konstruowaniu, bo luzu wydaje się być zbyt duży – banał w finale nie przystaje do kalibru sytuacji. Brak tu też głębi i niuansów, które są w stanie stworzyć tylko ci, którzy doświadczyli tego, co opisują.

W tym, by całość pozostawiła dobre wrażenie, pomaga warstwa graficzna. Kreska momentalnie kojarzy się ze stylem Joanna Sfara, choć jest mniej umowna. Duża dynamika, dopracowanie szczegółów i niesztampowo rozplanowane plansze to niewątpliwe atuty. Zapico w sposób udany odtwarza charakter miejsca, umiejętnie prezentuje plenery, uzupełniając warstwę tekstową ciekawie dobranymi kadrami. Jako, że głównym bohaterem jest muzyk, do zmysłów przemawiają również dźwięki. Melodie unoszące się między murami kamienic oplatają postaci z kart komiksu, a ich interakcjom towarzyszą odgłosy miasta: kawiarniany gwar, hałasy walk ulicznych. I choć "Cafe Budapeszt" nie jest komiksem tak mocnym i wstrząsającym jak niektórzy by sobie tego życzyli, sprawdza się jako niegłupi sposób zabicia czasu  i może posłużyć jako wprowadzenie do historycznych poszukiwań dla czytelników zmęczonych klimatami spod znaku "Medalionów".

"Cafe Budapeszt", Alfonso Zapico, wyd. Timof Comics, cena 49 zł, premiera kwiecień 2011

 

zyciewarszawy.pl