Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jak architekt z sądem chcą ład przestrzenny w stolicy wprowadzić

Monika Górecka-Czuryłło 16-09-2010, ostatnia aktualizacja 16-09-2010 22:10

Warunki zabudowy powinny być wydawane zgodnie ze studium planistycznym miasta – mówi architekt Grzegorz Buczek. I pisze list otwarty w tej sprawie do władz Warszawy.

– Bezpośrednią przyczyną napisania listu było orzeczenie NSA, wprawdzie z Torunia, które mówi o tym, że warunki zabudowy wydawane inwestorom nie mogą być sprzeczne z obowiązującym w mieście studium. A ponieważ ja mówiłem o tym wielokrotnie, a mam wrażenie, że bezskutecznie, zdecydowałem się na taką formę – mówi architekt Grzegorz Buczek, który jest jednocześnie członkiem Rady Architektury i Rozwoju Warszawy przy prezydencie stolicy.

Warunki zabudowy wydawane są wówczas, gdy na danym terenie nie ma obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania. Obowiązuje tzw. dobre sąsiedztwo, które – jak twierdzą architekci – bardzo się poszerza. Efekt jest taki, że w rejonie niskich domków czy terenów zielonych deweloper dostaje pozwolenie na budowę wieżowca, bo urzędnik dopatrzył się podobnego kilka ulic dalej. Taki przykład jest np. we Włochach, gdzie w starej części dzielnicy wyrosły wysokie apartamentowce.

– Przykłady można mnożyć. Wątpliwe warunki zabudowy i idące za tym inwestycje znajdziemy na Woli i Żoliborzu. Innym przykładem może być np. zgoda na wyburzenie obiektu, który w studium jest określony jako dobro kultury współczesnej – wylicza Buczek. I przyznaje, że w stolicy ład przestrzenny i studium, które wyznacza jego politykę, nie do końca jest przestrzegane.

– I dochodzi do kuriozalnych przypadków, kiedy to studium trzeba zmienić pod dyktando warunków zabudowy – mówi Buczek. Przyznaje, że ma nadzieję, że jego list i zmiana orzecznictwa sądów administracyjnych poprawią sytuację w Warszawie. – Jeśli władze stolicy zaakceptują te stanowiska, doprowadzą do tego, że tzw. wuzetki będą wydawane w zgodzie ze studium – mówi Buczek.

Władze miasta na razie w sprawie listu się nie wypowiadają.

– Ale przypominam, że w Biurze Architektury staramy się „wuzetek“ pilnować – mówi dyrektor Marek Mikos. – Jeśli wnioski o nie są sprzeczne ze studium, to decyzję o warunkach zabudowy konsultujemy z zespołem koordynującym, czyli zarządem miasta.

Dyrektor przyznaje jednak, że są przypadki np. parku Zajdla czy ul. Puławskiej, gdzie „wuzetka“ sądownie wymusza zmiany w studium.

– Dlatego, choć treści listu nie znam, to ideę popieram – mówi wiceprzewodnicząca komisji ładu przestrzennego radna Agnieszka Kuncewicz. – Zgodność warunków zabudowy ze studium miejskim to szansa na zachowanie ładu przestrzennego.

Ale dyrektor Mikos ma wątpliwości. Twierdzi, że jednostkowe orzeczenie sądu nie przesądza o wadze studium.

– Tym bardziej że jest już projekt nowelizacji ustawy sejmowej o planowaniu przestrzennym, która idzie w przeciwną stronę – mówi Mikos. – Miasto będzie mogło odmówić wydania warunków zabudowy tylko na podstawie prawnej, a nie powołując się na jakiś ład przestrzenny czy studium .

Życie Warszawy