r e k l a m a

Kończymy z tą turystyką

Maciej Białek 27-08-2008, ostatnia aktualizacja 28-08-2008 21:35

Naszym sportowcom w Pekinie nie brakowało ptasiego mleka, ale prawie 70 z nich poleciało jak na wycieczkę. – To już się nie powtórzy – zapewnia prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Gdy cztery lata temu zdobyliśmy w Atenach 10 medali, działacze m.in. PKOl nazwali ten wynik klęską. Niemal identyczny rezultat w Pekinie określił pan jako zadowalający. To jak jest naprawdę?

Piotr Nurowski: Nieco lepiej... Obraz polskiego sportu nie jest tak zły, jak było w trakcie sześciu pierwszych dni igrzysk, ani tak dobry, jak 17 sierpnia, gdy wywalczyliśmy cztery krążki. Prawda leży pośrodku. Ostatnie igrzyska były szczególnie trudne z uwagi na świetnie przygotowanych Chińczyków. Dlatego uważam, że wróciliśmy z tarczą. Dla mnie najważniejszy jest fakt, że zatrzymaliśmy tendencję spadkową. W Atenach sięgnęliśmy dna. Teraz mamy sześć srebrnych medali, wówczas były dwa. W Pekinie 61 finałów z udziałem Polaków, a w Atenach tylko 42. Od razu zaznaczam – nie interesuje mnie „punktomania”. Do tej pory płaciliśmy za miejsca 4 – 8, ale skończyłem z tym średniactwem. O finałach wspominam tylko dlatego, że są jakimś wyznacznikiem naszej pozycji.

Niewiele brakowało, żeby najbardziej przegrany był... szef PKOl. Powiedział pan, że złoży dymisję, jeśli zaprezentujemy się gorzej niż w Atenach. Była obawa?

W jednym momencie. Tuż przed startem naszej kajakowej dwójki pań, gdy mieliśmy w sumie dziewięć medali, a na torze regatowym nic nam nie szło. Obawiałem się, że to jakieś fatum. Przecież dzień wcześniej nasze osady przegrywały brązowe medale o tysięczne ułamki sekund.

Gdyby nie udało się Koniecznej i Mikołajczyk, naprawdę podałby się pan do dymisji?

Tak. Facet w moim wieku nie może być mięczakiem. Od razu zaznaczam – ja nie żyję ze sportu. Funkcja prezesa PKOl nie jest dla mnie intratną posadą, jak sądzą niektórzy. Mam inne źródła utrzymania.

Kto pana najbardziej zawiódł w Pekinie?

Marcin Dołęga. Wolał bić rekordy świata zamiast walczyć o medale. W ogóle nie słuchał trenera. Trochę rozczarował mnie kajakarz Marek Twardowski, którego zrobiłem chorążym. Zawiodłem się również na dyscyplinach drużynowych, zwłaszcza piłkarzach ręcznych. Na szczęście były też piękne przykłady. Wymienię trzech sportowców, którzy nie zdobyli medalu – płotkarza Artura Nogę, młociarkę Anitę Włodarczyk i kolarkę górską Aleksandrę Dawidowicz.

Do Pekinu wysłaliśmy 263 olimpijczyków. Gruba przesada...

Ponoszę pełną odpowiedzialność. To moja wina. Wszystko dlatego, że – jako były prezes PZLA – mam słabość do lekkoatletyki. Powinniśmy byli wysłać 36, a nie 66 zawodników w tej dyscyplinie. Występ wielu z nich, np. Lidii Chojeckiej, był nieporozumieniem. Niepotrzebnie przedłużaliśmy możliwość uzyskania minimum olimpijskiego. Poza tym wyznaczyliśmy zbyt łagodne kryteria. Jeśli dalej będę działał w sporcie, skończymy z tą turystyką olimpijską.

Zapytałem o dużą liczbę olimpijczyków, zszokowany m.in. opinią jednego z naszych chodziarzy. Miał pretensje, że kazano mu już dwa dni po starcie opuszczać wioskę olimpijską, a żeby zobaczyć Wielki Mur, musiał wstać o siódmej rano. Tymczasem w chodzie na 20 km zajął... 46. miejsce.

Tak, to skandal.

Jak on tam się w ogóle znalazł? A co powiedzieć o Arkadiuszu Sowie, 54. w maratonie, który uzyskał gorszy wynik niż kobiety?

Takich wycieczkowiczów było więcej. Według mnie prawie siedemdziesięciu. Apelowałem przed igrzyskami do sportowców o jedno – żeby bili rekordy życiowe. Dlatego np. jestem pełen uznania dla Katarzyny Baranowskiej, mimo że nie zdobyła medalu na pływalni.

To może robić tak jak np. Holendrzy? Wycofali swojego pingpongistę, bo uznali, że nie ma szans. Nie może być tak, że Daniel Dąbrowski biegnie na 400 metrów wolniej niż płotkarze na tym dystansie, a Lidia Chojecka na 1500 m – o 20 sekund gorzej od swojego rekordu!

Z tym wycofywaniem to bardzo dobry pomysł. Jeśli sportowiec nie będzie w stanie potwierdzić formy przed igrzyskami, powinien zostać w domu. Nawet mimo zdobycia minimum. Wiem, że to moralnie dwuznaczne, ale jedynie słuszne wobec przypadków klęsk w Pekinie. Inna sprawa, że jeśli zaostrzymy kryteria, raz na zawsze skończymy z turystyką olimpijską.

W Chinach były też inne klęski. Np. zachowanie Jerzego Sudoła, który zasnął na trawniku, albo oskarżenia o alkoholizm zawodników wobec prezesa Polskiego Związku Szermierczego.

Zastanawiam się, jak pan Sudoł wniósł alkohol do wioski olimpijskiej. Przecież Chińczycy sprawdzali trzy razy każdą butelkę wody mineralnej. I on teraz mówi, że zasłabł po zapaleniu papierosa... Szermierka? Jeśli działacze w tym związku nie zrobią porządku, wkroczymy brutalnie z ministrem sportu. Taka sytuacja się nie powtórzy. A na razie czerwienię się ze wstydu i przepraszam opinię publiczną. Przy okazji chciałbym coś dodać. Mówimy o porażkach, natomiast nikt nie zwrócił uwagi na logistykę w naszej ekipie. Była perfekcyjna! Wszystko dzięki szefowi misji Kajetanowi Broniewskiemu. Czy słyszał pan o jakichś wpadkach? O tym, że np. ktoś się spóźnił na start albo zapomniał zważyć kajak?

W 2004 roku Mirosław Drzewiecki, wówczas szef Sejmowej Komisji Kultury Fizycznej i Sportu, powiedział, że wiele związków sportowych jest zarządzanych jak w komedii „Miś”. To wciąż aktualna opinia.

Mamy o tyle ciężką sytuację, że każda próba ingerencji spotyka się ze sprzeciwem komitetów międzynarodowych. Przykładem jest PZPN, za którym wstawiła się FIFA.

Nie ma żadnej rady?

Jest. Świat uszanuje zmiany we władzach krajowych związków, jeśli taka będzie chęć środowiska.

Ale przecież to środowisko, czyli lokalni działacze, wybiera swoich prezesów w związkach. Nie utną ręki, która ich karmi.

Jeśli nie, to my wkroczymy. Minister ma potężny atut, czyli pieniądze dla związków. My tak łatwo nie mamy. Proszę pamiętać, że utrzymujemy się dzięki sponsorom.

Skoro o pieniądzach mowa. Jak może być dobrze w kraju, który wydaje na sport pięć razy mniej niż Węgrzy, będący tuż za nami w klasyfikacji medalowej? Na sport akademicki wydajemy dziesięć razy mniej niż na utrzymanie partii politycznych. A przecież w USA właśnie na uczelniach trenują późniejsi mistrzowie.

Powiem więcej – Brytyjczycy między Atenami a Pekinem wydali 420 mln euro. Teraz planują wydać 850 mln. My 80 mln... Z drugiej strony – wrócę do naszej ekipy olimpijskiej – nikomu nie brakowało ptasiego mleka. Np. kajakarze dostali tyle pieniędzy, ile chcieli. Otylia Jędrzejczak chciała psychologa nie tylko w dzień, ale i w nocy, na dodatek w wiosce olimpijskiej. Dostała...

Podobno 11 września odda się pan do dyspozycji zarządu PKOl?

To będzie raczej ocena igrzysk. Osiągnęliśmy lepszy wynik niż w Atenach, więc nie muszę składać dymisji. Jeśli jednak na sali padnie choć jeden głos krytyczny, poproszę o tajne głosowanie nad wotum zaufania.

Życie Warszawy