Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Najpierw stół, potem lokal

Monika Górecka-Czuryłło 08-04-2010, ostatnia aktualizacja 08-04-2010 23:23

Okrągłego stołu w sprawie polityki mieszkaniowej w mieście domagają się stowarzyszenia lokatorskie i opozycyjni radni. O już istniejącej, prezentowanej przez ratusz, nawet nie chcieli wczoraj słuchać.

Co nam tu będziecie wykresy pokazywać?! – krzyczeli do urzędników mieszkańcy, którzy wraz z przedstawicielami stowarzyszeń lokatorskich przyszli na specjalną sesję Rady Warszawy poświęconą polityce mieszkaniowej miasta. Większość to lokatorzy komunalni z reprywatyzowanych kamienic. – Pójdziemy na bruk, bo miasto oddało nas jak mebel byłemu właścicielowi. A ten nas wyrzuca – denerwowała się jedna z mieszkanek.

Sprawozdań nie chcemy

Ponadgodzinnej prezentacji polityki mieszkaniowej miasta słuchała tylko część radnych. Mieszkańców nie interesowało np., że maksymalną stawkę podwyższonego czynszu, czyli 6,6 zł za mkw., płaci tylko 4 proc. lokatorów. Ani że po regulacji czynszów do miasta wpływa dodatkowe 60 mln zł, które są przeznaczane na remonty. Nawet pewne udogodnienia dla lokatorów z oddanych kamienic nie wzbudzały zainteresowania. A już informacja o 2,5 tys. nowych lokali, które będą wybudowane do 2012 r., rozsierdziła mieszkańców i działaczy.

– Kolejka już teraz liczy ponad 5 tys. osób, a potrzebujących będzie jeszcze więcej – mówił Andrzej Smosarski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. – A miasto nie dość, że za mało buduje, to jeszcze wyprzedaje za grosze to, co już ma.

Zabrać lokatora

Przedstawiciele stowarzyszeń lokatorskich przekonywali, że miasto zwracając kamienicę, powinno zadbać o mieszkanie dla swoich komunalnych lokatorów.

– Dlaczego oni nagle tracą prawo najmu? – pytał Oskar Hejka, który w tej sprawie walczy w sądzie. Jednym z postulatów środowiska było stworzenie bazy danych kamienic, które mogą być oddane właścicielom.

– Po pierwsze lokator by się przygotował, a po drugie przyglądałby się, czy przy zwrocie nie ma nieprawidłowości – mówili mieszkańcy i wskazywali adresy, gdzie – jak twierdzili – zwrot był bezprawny.

Mieszkania od dewelopera

Przedstawiciele stowarzyszeń lokatorskich wyliczali problemy, z jakimi coraz częściej zgłaszają się mieszkańcy. – Miasto nie przydziela mieszkań, bo mówi, że ich nie ma, albo proponuje lokal, który do zamieszkania właściwie się nie nadaje – wyliczał Jakub Gawlikowski. Dodawał, że często po remoncie mieszkańcy nie mogą wrócić do swoich domów, bo te są np. sprzedawane. Niezadowolenie budziło również kryterium dochodowe upoważniające do lokalu komunalnego. – Jest zbyt niskie, na granicy zupełnej biedy. Powinno sięgać średniej krajowej – przekonywał Gawlikowski.

Pojawił się też pomysł, by miasto zobowiązało deweloperów do przekazywania 3 – 5 proc. mieszkań na potrzeby miejskie. Ostatecznie ustalono, że zarząd miasta zapozna się z postulatami środowiska. Ma miesiąc na odpowiedź. – I zaproponowanie okrągłego stołu do stworzenia nowego programu mieszkaniowego – dodawali lokatorscy działacze. Samorządowcy poparli pomysł.

Tylko wiceprezydent Andrzej Jakubiak tłumaczył, że najbiedniejsze osoby pomoc mieszkaniową przecież od miasta dostają. A tego się od samorządu wymaga. – Nie możemy zagwarantować lokalu każdemu, w ciemno – tłumaczył.

Życie Warszawy