Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Marianna nie chce odejść

Dominika Węcławek 21-03-2010, ostatnia aktualizacja 22-03-2010 12:31

Marzanna-Marianna, która przyleciała do Warszawy w paczce prosto z Boliwii, miała przypieczętować pożegnanie z zimą... Ale nie spieszyło się jej zbytnio.

autor: Dominika Węcławek
źródło: zyciewarszawy.pl
autor: Dominika Węcławek
źródło: zyciewarszawy.pl
autor: Dominika Węcławek
źródło: zyciewarszawy.pl

Pierwszego dnia wiosny okolice pomniku Syreny przeżywały prawdziwe oblężenie. Wielu warszawiaków wybrało właśnie to miejsce na wspólne topienie marzanny. Jedne kukiełki były bardzo skromne, choć utrzymane w tradycyjnym duchu - z pięknymi wiankami i barwnymi strojami, inne miały mocno polityczne konotacje. Ale znalazła się jedna szczególna Marzanna zwana też Marianną. Przysłali ją do Warszawy podróżnicy Tomek i Małgosia, którzy od niemal dwóch lat podróżują po świecie, obecnie zaś znajdują się w Boliwii. Jako, że sami są grafikami, Mariannę wykonali własnoręcznie według projektu opartego na komiksach, które regularnie publikują w internecie na stronach www.rozmowykontrolowane.net. Kukiełka trafiła w ręce polskich przyjaciół. Ci zaś zadbali o to, by na ceremonii jej utopienia pojawiło się jak najwięcej osób.

I rzeczywiście, publiczność dopisała. Punktualnie o godz. 13 pod syrenką zebrało się bez mała kilkadziesiąt osób.

- Marianna ma wszystko, co dziewczyna mieć powinna - przyznała prowadząca ceremonię Inez. Kukiełka miała eleganckie buciki, aż dwie torebki, do tego wszystkie niezbędne szczegóły anatomiczne, tylko zamiast twarzy widniał komiksowy „dymek” z pytaniem zaczerpniętym z piosenki The Clash - „Should I Stay or Should I Go?” (Czy powinnam zostać, czy odejść?). Warszawiacy postanowili rozwiązać ten dylemat. Rodzice podróżników oblali symbol zimy podpałką do grilla, po czym w ceremonialnej procesji cała grupa ruszyła spod pomnika nad brzeg rzeki. Tam Mariannę podpalono i wśród okrzyków zachęty wrzucono do Wisły. Niestety, nie spieszyła się ona z odejściem, najpierw nie chciała płonąc jak należy, a potem, zamiast płynąć z rwącym nurtem, wybrała się... pod prąd, w stronę gór.

- Oby tylko nie oznaczało to, że Zima też nas nie zostawi – komentowali pesymiści, optymiści zaś żartowali, że tak to już bywa z tymi boliwijskimi dziewczynami... Ostatecznie Marianna, a w zasadzie jej strzępki kilkukrotnie pogonione kijem, ruszyły w daleką drogę ku morzu.

A gdzieś tam, po drugiej stronie globu podróżnicy Tomek i Małgośka kibicowali Warszawiakom trzymając kciuki, by nasza wiosna, była równie słoneczna i ciepła, co ta południowoamerykańska.

Dodaj swoją opinię

zyciewarszawy.pl