Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wszyscy zgodnie jadą na Wiertniczą

Dominika Węcławek, Marcin Flint 28-01-2010, ostatnia aktualizacja 11-02-2010 22:04

Gdy warszawscy wyznawcy islamu wracają z meczetu po piątkowej modlitwie, zajmują pół miejskiego autobusu. Pozostali pasażerowie są autentycznie przerażeni: tyle obcego i dziwnego naraz.

Nezar Charif z Centrum Kultury Islamu w Warszawie w stołecznym meczecie
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Nezar Charif z Centrum Kultury Islamu w Warszawie w stołecznym meczecie
autor: Magda Starowieyska
źródło: Fotorzepa
autor: Magda Starowieyska
źródło: Fotorzepa

Protesty mieszkańców poprzedziły budowę ukończonego w 1993 r. meczetu na ulicy Wiertniczej. Ludzie obawiali się wówczas hałasu, głośnych nawoływań z minaretu. Niepotrzebnie. Z willi wzbogaconej o charakterystyczne dla islamu elementy architektury nie dobiegają żadne głosy.

Ponownie strach narósł po wydarzeniach z 11 września 2001 r. Nie maleje, przybierając różne oblicza.

Do domu

– Przeprowadzono wśród ludzi badania w związku z budową nowego meczetu bądź centrum muzułmańskiego. Zdecydowana większość wyraziła sprzeciw – mówi Joanna, konwertytka.

Któregoś dnia do Gminy Muzułmańskiej zadzwonił telefon. Głos grzmiał: – Wynoście się, nie chcemy w kraju terrorystów.

Jej przewodniczący Grzegorz Bohdanowicz nieraz odpierał podobne ataki, uspokajając: polscy muzułmanie nikogo nie chcą terroryzować. A islam nad Wisłą nie jest niczym nowym.

– Muzułmanie byli w Warszawie już w okresie przedwojennym. Głównie Tatarzy Polscy, którzy przybyli z rejonów Wilna, gdzie w 1925 r. założono Muzułmański Związek Religijny, oraz z terenów obecnej Litwy i Białorusi. Jeździli na uczelnie warszawskie, nieraz zostawali – przyznaje. – Docierali również ludzie z Turcji.

Tatarzy, ze względu na tradycję, najwięcej kontaktów mieli z Turcją właśnie. W Polsce uchodzili za krajan, nie represjonowano ich. Dziś ludzie ze środowiska Tatarów Polskich są w stolicy najmniejszą liczebnie grupą. Zdaniem Bohdanowicza, najlepiej znają za to polskie tradycje, język i środowisko. Stanowią pomost ułatwiający przybyszom z krajów arabskich wejście w nasze realia.

To właśnie emigranci z tamtych stron, przyciągnięci perspektywą studiów, intratnej pracy czy przedłużenia wakacyjnego flirtu, budzą największe, często negatywne, emocje.

Przewodniczący Gminy Muzułmańskiej za ten stan rzeczy wini nie warszawiaków, a media. – Oceniamy, że 90 proc. informacji zniekształca zasady islamu. A my nie mamy środków, by wypowiadać swoje zdanie i polemizować z nieprawdziwym – mówi.

Wiele źródeł finansowania po 2001 r. wyschło, z obawy przed zarzutem wspierania terroryzmu. Gmina jest mała, składki członkowskie ledwo wystarczają na koszty administracyjne. Warszawscy wyznawcy – ich niesprecyzowana dokładnie liczba szacowana jest różnie, ale nie przekracza 8 tys. – są bowiem podzieleni między Muzułmański Związek Religijny a Ligę Muzułmańską.

– Te organizacje próbują współpracować, ale nie do końca dobrze im to wychodzi – mówi Joanna. Bliżej jej do Ligi, gdyż – jak przyznaje – szuka islamu samego w sobie, nie tradycji tatarskiej.

– Wewnątrz wspólnoty nie można mówić o antagonizmach i zwalczaniu się – przekonuje Bohdanowicz. – Do głosu dochodzą jednak inne tradycje narodowe. To one sprzyjają tworzeniu się grup.

Wiara wielu narodów

Wspólnota muzułmańska rzeczywiście jest etnicznie niejednorodna. – Muzułmanie przybywają tu z wielu zakątków świata, a także z odmiennych powodów i w odmiennych celach – tłumaczy Marta Minakowska, członkini Stowarzyszenia ARABIA.pl i pomagającego uchodźcom czeczeńskim Centrum Inicjatyw Międzykulturowych.

O Tatarach wspominaliśmy, kwestia Arabów i Turków wydaje się zrozumiała, ale Minakowska przypomina choćby o studentkach medycyny z Malezji, przybyszach z krajów byłej Jugosławii czy najsłabiej integrujących się Czeczenach.

– To najliczniejsza w Polsce grupa uchodźców. Do Warszawy nie przyjechali z własnej woli. Nieraz też nie traktują naszego miasta jako ostatecznego przystanku na swojej drodze z Czeczenii ku bezpiecznemu światu, co sprawia, że nie zależy im na aklimatyzowaniu się tutaj – mówi aktywistka.

Coraz częściej zdarza się, że wyznawców islamu warszawiacy znajdują wśród samych siebie, dawnych chrześcijan bądź znacznie częściej niewierzących.

– Wiele jest osób przechodzących na islam z zaciekłego ateizmu. Powstała u nas nawet anegdotka. Ateista jest w połowie drogi do islamu, bo mówi, że nie ma Boga. Pozostaje mu więc tylko dodać – prócz Allaha – opowiada z uśmiechem Joanna, nawiązując do szahady, muzułmańskiego wyznania wiary.

– Całe życie byłam agnostyczką czy nawet ateistką, islam przyszedł niespodziewanie. Pracując nad reportażem na studiach, spotkałam pierwszych muzułmanów. Weszłam i wśród nich zostałam – wspomina Ola. Obie kobiety pytane o to, jak wygląda ich życie, odpowiadają: – Podobnie jak innych.

Problemy do rozwiązania

A jednak spotykają się z problemami innych niedotyczącymi. Choćby żywnościowymi. Wieprzowina na zawsze znika z jadłospisu, podobnie jak produkty zawierające wieprzową żelatynę. Mięso musi być z rytualnego uboju – halal. Lista opatrzonych tym hasłem sklepów jest długa, ale...

– To sklepy arabskie – mnóstwo przypraw, baklawa, kawa i produkty pozbawione wieprzowej żelatyny. Mięsa się tam nie uświadczy. Istnieje w Polsce oficjalny, zatwierdzony przez związek muzułmański ubój, tyle że to mięso drogie i trudno dostępne – wyjaśnia Ola.

Trzeba więc ograniczyć się do warzyw bądź niepodlegającego takim restrykcjom drobiu.

Albo postawić na rozwiązanie systemowe – założyć, że mięso oporządzone przez katolika jest dla muzułmanina dostępne, bo przecież nikt nie zabił go w imię politeistycznego bożka. Rzecz jasna nie każdy muzułmanin się pod tym podpisze. To kwestia osobistej interpretacji, islam nie posiada zwierzchniej władzy, zabrania pośredników na linii wyznawca – Bóg, pozostawia wiele rozsądkowi wierzącego.

Inny kłopot to tolerancja pracodawcy dla codwugodzinnych przerw na modlitwę.

– Pracuję w wielkiej firmie, gdzie pochodzenie czy religia nie mają znaczenia. Mam inteligentnego szefa, dla którego liczy się właśnie to, co jest w głowie – mówi Anna, muzułmańska bizneswoman. – Modlę się w pracy, a nakrycie głowy wszyscy traktują jako moją „korporacyjną tożsamość”. W święta islamskie ma dzień wolny zagwarantowany w regulaminie, w ramadanie pości, pracując jak zawsze. A że dieta jest modna – nikt specjalnie się nie dziwi.

A co ze wspólnymi świętami z katolicką rodziną? – Te muzułmańskie obchodzę we własnym zakresie albo z bliskimi mi muzułmanami, święta należące do tradycji kultury polskiej celebruję z szacunku dla mojej rodziny. Są wypełnione treścią, która jest dla mnie ważna, cementuje – mówi znany warszawski raper Leszek „Eldo” Kaźmierczak. Eldo w meczecie jest rzadkim gościem, niemniej dla reszty muzułmanów jest to arcyważne miejsce i sposób na rozwiązanie wielu dylematów.

Na mapie islamskiej Warszawy znajdziemy więcej punktów. Tatarzy wskażą na dwa cmentarze: czynny przy ul. Tatarskiej i zamknięty przy Młynarskiej. Nie wyglądają jak nekropolie w krajach muzułmańskich, za to dokumentują ich wielowiekową obecność w Polsce. Turcy mają nieoficjalny dom modlitwy na Ursusie, gdzie jest ich zresztą najwięcej. Tak naprawdę wszystkie drogi prowadzą jednak na Wiertniczą 103. Niezależnie od podziałów.

Lody pękają

Niepozorne drewniane drzwi kierują do przedpokoju, a stamtąd do sal modlitw. Małej dla kobiet, większej dla mężczyzn. To dość gwałtowne przejście ze świata słowiańskiego na Bliski Wschód. Na podłogach leżą dywany, mihrab, ściany zdobią wykaligrafowane złote wersety Koranu, zdjęcia z Mekki, drzewo rodowe proroka Mahometa. – Mamy pięć modlitw dziennie, w tygodniu mało kto przychodzi, ale my je tu odprawiamy – przyznaje imam Nezar Charif. W meczecie można zasięgnąć porady: jak przetrwać ramadan czy jak negocjować z pracodawcą. Można też przyjść na lekcję religii czy arabskiego – oddzielne dla każdej płci. Nie jest to miejsce zamknięte dla ludzi innych wyznań, raczej centrum muzułmańskiej kultury. – Przyjeżdżają do nas uczniowie poznający różne religie. Potem wybierają się do synagogi, do cerkwi i do kościoła protestanckiego – mówi Charif. Goście bywają zresztą bardzo różni: od zakonnic po policjantów.

– Zainteresowanie jest niewielkie albo polega na tym, że ktoś przychodzi i pyta o to, co powiemy na temat ostatniego ataku terrorystycznego czy egzekucji. Mało kogo interesuje sama religia – narzeka Joanna. Sama w meczecie czuje się dobrze. Potwierdza słowa imama odnośnie do tego, że nie ma tu miejsca na przewagę jednej płci. – Na całym świecie jest więcej kobiet, także wśród naszych wiernych. Tylko tu w meczecie tego nie widać, gdyż kobiety, w odróżnieniu od mężczyzn, nie mają obowiązku uczestniczenia w piątkowych modlitwach, mogą się modlić w domu i w miejscu pracy. Dlatego sala dla kobiet jest malutka – wyjaśnia Nezar Charif.

Muzułmanin przystępujący do modlitwy musi spełnić trzy warunki: czystości ciała, czystości ubrania i czystości miejsca modlitwy. Kobiety w trakcie miesiączki i w okresie połogu nie spełniają pierwszych dwóch. – A ludzie, którzy nie znają zasad naszej religii, myślą, że to dyskryminacja – żali się imam.

Ale z wiedzą jest coraz lepiej. Arabistykę można studiować nie tylko na UW, ale też w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Można się z tego śmiać, ale warszawiacy, jedząc kebaby, przyzwyczajają się do miejsc i rozpoczynają nieśmiałe rozmowy z właścicielami – to często pierwszy krok do przełamania lodów. A te pękają.

Wczoraj w klubie Nieobojętny Warszawiak gościł Grzegorz Bohdanowicz. We wtorek, przy dobrej frekwencji i w rodzinnej atmosferze w Domu Parafialnym przy św. Florianie, odbył się X Dzień Islamu w Kościele Katolickim w Polsce.

Liga Muzułmańska zapowiedziała już, że planuje dzień chrześcijaństwa w nowym meczecie i centrum kultury, które ma powstać w okolicach Dworca Zachodniego. Jego otwarcie planowane jest na sierpień tego roku. Dialog ekumeniczny słychać coraz lepiej.

W poniedziałek Narodowe Centrum Bahaickie na Ursynowie zaprasza na spotkanie z cyklu „Religie świata – budujemy mosty między nami”. Im więcej się o sobie dowiadujemy, tym lepiej się rozumiemy. Pasażerowie jadącego Wiertniczą autobusu powinni to zrozumieć.

Kto prowadzi ceremonie w meczecie

Konwertyci – osoby, które zmieniły wyznanie. W przypadku islamu wystarczy wypowiedzenie szahady, wyznania wiary. Można samemu albo – lepiej – w obecności muzułumańskich świadków.

Halal znaczy „czysty”, „dozwolony”. Słowo to często pojawia się w kontekście spożywanego jedzenia, które zgodnie z wytycznymi Koranu nie może być sfermentowane (stąd zakaz spożywania alkoholu) czy pochodzenia wieprzowego (włącznie z produktami takimi jak smalec czy mączka kostna).

Ramadan – dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego, upamiętniający czas objawienia Koranu Mahometowi. To okres, w którym muzułmanie od wschodu do zachodu słońca powstrzymują się od spożywania jedzenia i napojów (dzieci, kobiety w ciąży i ciężko pracujący fizycznie są zwolnieni z obowiązku postu). Ramadan zakończony jest trzydniowym świętem (w Warszawie trwa jeden dzień), w trakcie którego wierni odwiedzają krewnych, przyjaciół i groby zmarłych bliskich.

Imam – przewodnik duchowy wybrany spośród społeczności muzułmańskiej. Nie jest odpowiednikiem księdza, gdyż muzułmanie nie uznają pośredników między słowem bożym a wiernymi, ale prowadzi wszystkie ceremonie w meczecie.

Mihrab – zdobiona nisza w sali modlitewnej meczetu, wskazująca położenie świętego kamienia w Mekce, czyli kierunek, w którym muzułmanie powinni się modlić.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy