Szlakiem warszawskich hippisów
Do czego długowłosej młodzieży służyły empiki, na co trzeba było uważać, będąc z Muranowa, oraz gdzie przebiegał tzw. Szlak – opowiada Kamil Sipowicz, artysta i autor książki „Hippisi w PRL-u”. Z Kamilem Sipowiczem spaceruje Dominika Węcławek.
Warszawa ma swój specyficzny klimat, w żadnym innym polskim mieście hippisi nie musieli tak dobrze znać języka ulicy jak tutaj. Kamil Sipowicz, rzeźbiarz, malarz, performer, przez lata związany ze stołecznym ruchem hippisowskim, partner Kory Jackowskiej, opowiadając o miejscach ważnych zarówno dla siebie, jak i dla pokolenia hippisów, zauważa, że antagonizmy między stołecznymi dziećmi kwiatami a git ludźmi mają swoje korzenie znacznie głębiej...
Podwórkowe wojny
– Jedną z najważniejszych dla mnie dzielnic jest Muranów – mówi artysta. – Tu dorastałem i zanim jeszcze przyszli hippisi czy gitowcy, były tu wojny między podwórkami i trzeba było opracować odpowiednią strategię, by przetrwać – wspomina. Jeszcze w latach 60., w okolicach ulic Gibalskiego
i Esperanto, żyły zamknięte społeczności o przestępczym rodowodzie. – Mieliśmy tu “pawiaków” i chłopców z “gibalaka”. Dziś jest nie do pomyślenia, by ktoś został pobity na ulicy za niewłaściwy ruch czy źle użyte słowo. Wówczas takie zdarzenia miały miejsce przede wszystkim dlatego, że było tu największe zagęszczenie recydywistów na metr kwadratowy. Były więc tabu, niewidzialne terytoria, język gestów i niepisane zasady. Trzeba było to wiedzieć, żeby przeżyć – stwierdza mój rozmówca.
On sam nie był też świętoszkiem. Z kolegami konkurowali na robienie sobie sznytów, skakali z rozpędzonych tramwajów czy wygrzebywali zapalniki od bomb z muranowskiej ziemi.
– Wrzucaliśmy je do ognia. Jednemu z naszych kolegów urwało w ten sposób palce, stracił oko.
Inne, tragiczne, ale też ważne dla Sipowicza wspomnienie wiąże się z lokalizacją rodzinnego domu. – Wychodziłem na ul. Marchlewskiego róg Anielewicza, dostaliśmy mieszkanie w bloku wybudowanym na ruinach kobiecego oddziału więzienia Pawiak o nazwie Serbia, gdzie została zamordowana matka mojej matki – mówi.
Herbatka z księgarni
Szczęśliwie na Muranowie Kamil Sipowicz poznał też znajomych, z którymi, jak mówi, “hippisował”. Wspólnie słuchali muzyki, interesowali się sztuką.
– Chodziliśmy do Narodowego na wszystkie spotkania teatralne, Jazz Jamboree, Warszawską Jesień – oczywiście bez biletu. Mieliśmy opatentowane sposoby, jak się tam dostać za darmo. A to z drabiną i przez okno, a to oszukiwaliśmy bileterów. W ten sposób przez ponad dziesięć lat wytworzyła się stała grupa kilkuset darmowych uczestników, którzy widywali się na różnych festiwalach i przedstawieniach.
Hippisi spotykali się także na mieście. Jednym z pierwszych miejsc, które dzieci kwiaty odziedziczyły niejako w spadku po aktywnych w latach 50. bitnikach, był opisywany w książce Sipowicza skwerek naprzeciwko siedziby KC PZPR, w pobliżu empiku.
– Hippisi na przełomie lat 60. i 70. chętnie przesiadywali w okolicach empików, czy to tego przy rondzie de Gaulle’a, czy przy Marszałkowskiej albo na tyłach Teatru Narodowego – mówi Sipowicz. Sympatię do sieci księgarń tłumaczy tym, że można tam było siedzieć godzinami, pić herbatę za złotówkę, a przede wszystkim przeglądać zachodnie gazety, niedostępne nigdzie indziej, i dyskutować.
Niekończące się rozmowy prowadzono także spacerując “Szlakiem”, czyli trasą od Zamku Królewskiego, Krakowskim Przedmieściem, do końca Nowego Światu i z powrotem.
– “Szlak” czasem przechodziło się pięć razy dziennie. W takich spacerach uczestniczyli też malarze, artyści, aktorzy.
Zresztą środowisko polskich hippisów zawsze mocno związane było ze środowiskiem malarzy.
– Były zaprzyjaźnione galerie. Foksal, galeria Boguckich, przychylnie nastawieni byli również sami artyści, choćby Kantor czy Ptaszkowska – ale nie tylko tam można było prezentować tworzone przez hippisów dzieła.
Jednym z ważniejszych klubów na hippisowskiej mapie Warszawy była Sigma, mieszcząca się na terenie kampusu UW. Tam rzeźbiarz chętnie zaglądał już w czasie studiów.
– Na dole grała Grupa w Składzie, na górze odbywały się często performance Zuzaka, w których czasem brałem udział. Robiliśmy tu rzeczy ekstremalne – wspomina artysta. Raz Andrzej Zuzak zalał galerię nad klubem Sigma i zamiast ratować ludzi, grał na fortepianie, innym razem cała grupa znajomych związywała się nitkami w barze uniwersyteckim.
Kolejnym miejscem, gdzie ponad 30 lat temu tętniło życie i hippisi chętnie spotykali się na imprezach, były stare Hybrydy, mieszczące się wówczas przy ul. Mokotowskiej. Powodzeniem cieszył się też Klub Medyków i stara Stodoła, później zaś Remont i mieszcząca się po sąsiedzku kawiarnia Ulubiona.
Spokój i zmiana
Inne warszawskie miejsce ważne dla Sipowicza to Bielany. Obecnie rzeźbiarz ma tu dom i pracownię. Dawniej uczęszczał do mieszczącej się niedaleko Akademii Teologii Katolickiej, która była oazą hippisów.
– Tyko tu po 1968 roku można było studiować filozofię. Uczelnia była bardziej liberalna, można było chodzić z długimi włosami. Zachwycała też lokalizacja i atmosfera.
Dziś akademię przemianowano na Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Wydział Filozofii powoli przenoszony jest z lasu na pozbawione klimatu okolice Wólki. Podobnie też dzieje się wieloma ważnymi dla hippisów miejscami. Tętniące życiem i alternatywną kulturą kluby zmieniają się w mdłe knajpy, wiele lokali zniknęło też na zawsze z mapy miasta. Hippisom pozostały już tylko kolorowe wspomnienia.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON