r e k l a m a

Do czego służą nam defilady

Maciej Miłosz 13-08-2008, ostatnia aktualizacja 21-08-2008 20:27

Lśniące czołgi, wciągnięte brzuchy i wypucowane buty kompanii reprezentacyjnych. Nad ich głowami chluba polskiej armii – myśliwce F 16. W piątek w Warszawie wielka parada wojskowa.

źródło: Życie Warszawy

Po zeszłorocznej defiladzie w stolicy pozostał widoczny ślad. I bynajmniej nie chodzi tu o rozbudzoną świadomość patriotyczną młodzieży (to stosunkowo trudno zobaczyć chodząc po ulicach). Prasa narzekała na czołgi – zostawiły rysy na asfalcie. Nie wiadomo, czy dziennikarze szukali przysłowiowej dziury w całym, ani czy w tym roku będzie inaczej, ale i tak warto zadać sobie pytanie. Dlaczego organizuje się parady wojskowe?

Religia obywatelska

Jeden z tęższych umysłów XIX wieku, francuski filozof Jan Jakub Rousseau, jeszcze przed wybuchem rewolucji francuskiej stwierdził, że „religia oparta na kościelności powinna być zastąpiona religią innego typu. Trzeba integrować społeczeństwo za pomocą kultu publicznego“.

Zgadza się z nim socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego Marcin Zarzecki. – Takie ceremonie pełnią bardzo ważną funkcję. Choć brzmi to banalnie, to one integrują społeczeństwo – wyjaśnia . – Całą tą otoczkę nazywamy często religią obywatelską – dodaje. – Patriotyzm przekazywany jest nie tylko za pomocą literatury narodowej, ale także przez uczestnictwo w publicznym kulcie, który często wiąże się właśnie z takimi paradami – tłumaczy.

Nieco bardziej sceptycznie nastawiony do pomysłu parad, przynajmniej w Polsce, jest twórca i dwukrotny dowódca GROM-u generał Sławomir Petelicki. – Jeśli wojsko ma swoje święto, to chce pokazać wszystko co ma najlepsze. Natomiast przy okazji nikt nie mówi, że dla bezpieczeństwa obywateli są potrzebne przede wszystkim śmigłowce, które by ratowały ludzi przy pożarach i wypadkach drogowych – opisuje.

– W Niemczech śmigłowiec jest przy wypadku w 7 minut. A my nie mamy śmigłowców, ale mamy F 16 – narzeka pragmatycznie nastawiony Petelicki. – Tak naprawdę organizujemy defilady po to, żeby się lepiej poczuć.

Wszyscy jesteśmy Francuzami

Jeśli chodzi o parady wojskowe, to bardzo bogatą tradycję ma Francja. W tym roku w rocznicę zburzenia Bastylii, 14 lipca, odbyła się chyba najbardziej spektakularna parada wojskowa w historii współczesnej Francji. Jak zawsze nad głowami Paryżan przeleciały samoloty Mirage, które wyrysowały na niebie trójkolorową flagę.

Jednak tym razem oprócz prezydenta Francji, paradę oglądali także m.in. szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent RP Lech Kaczyński. Komentatorzy byli zgodni: Sarkozy chciał pokazać kto gra pierwsze skrzypce w europejskiej dyplomacji. Nawet na początku XXI wieku machanie szabelką przynosi efekty.

Jedynym zgrzytem podczas uroczystości były protesty niektórych Francuzów. Mający szeroki gest Sarkozy zaprosił na defiladę także prezydenta Syrii Baszara Assada, który obywateli swojego kraju traktuje w sposób wyjątkowo brutalny.

Co ciekawe, paradowały też oddziały Legii Cudzoziemskiej. To wydarzenie ma integrować, szczególnie imigrantów z Afryki Północnej. Obecnie to jest już przemarsz wieloetniczny – żołnierze o różnych odcieniach skóry, formacje służące na wielu kontynentach, mające inne mundury – wszystkie zjednoczone pod francuską flagą.

Mniej demokracji, więcej parad

Także w Warszawie maszerować będą oddziały naszych sojuszników m.in. Francji, Niemiec i Ukrainy. Jednym z problemów w trakcie przygotowań było zgranie... odpowiedniej długości kroku marszowego.

– Francuzi mają wyćwiczony krótszy krok, zwykle maszerują do innych melodii i trudniej im się było przyzwyczaić do „Warszawianki“ – mówił ŻW ppłk Mariusz Kubarek, rzecznik Dowództwa Garnizonu Warszawa.

Nowością będą także grupy rekonstrukcji historycznej – oryginalny pomysł, który zrodził się nad Wisłą.

Tak naprawdę po 1989 r. zwyczaj urządzania parad przeszedł do lamusa. Dopiero w zeszłym roku przywrócił go prezydent Lech Kaczyński.

– W Polsce nie mamy wielkich tradycji, jeśli chodzi o parady wojskowe – opowiada historyk Tomasz Nałęcz, były poseł Unii Pracy. – Ale z naszymi defiladami jest tak, jak na całym świecie. Im więcej autorytaryzmu, tym więcej parad. Najhuczniejsze mieliśmy w czasach PRL-u, kiedy władza chętnie demonstrowała swoją siłę. Im więcej stalinizmu i zamordyzmu, tym więcej parad.

Podobnie było w okresie międzywojennym. Po zamachu majowym, kiedy w polskim życiu było coraz więcej autorytaryzmu. Wtedy wróciła specyfika parad – tłumaczy historyk.

Jednak na pewno warto wspomnieć paradę z 1960 r., kiedy to polscy lotnicy dokonali rzeczy niebywałej. Nad Warszawą przeleciały 64 MIGi w kształcie rombu tworząc tzw. taflę. Choć samoloty nie były wcale najnowsze, to jednak kunszt pilotów budził ogólny podziw. Zarówno za wschodnią, jak i za zachodnią granicą.

Za mundurem panny...

Z punktu widzenia wojskowego, współczesne parady są mało istotne. – I tak wszyscy wiedzą, co my mamy – stwierdza bez ogródek gen. Petelicki.

Zupełnie inaczej wyglądało to setki lat wstecz. – Przy kontaktach twarzą w twarz wrogie plemiona próbowały się przestraszyć – wyjaśnia Zarzecki. – Teraz to ma znaczenie, ale ze względów politycznych. Siła militarna może się przełożyć na sukces danego polityka albo rządu – dodaje.

Zapewne tymi kategoriami kierował się prezydent Rosji Dymitrij Miedwiediew urządzając 9. maja monumentalną poradę na placu Czerwonym. Rosjanie znów mogą śnić sen o potędze. Mundury armii rosyjskiej zaprojektował jeden z najlepszych projektantów mody na świecie – Walentyn Judaszkin. We wszystkich mediach parada rosyjskich wojsk odbiła się szerokim echem.

Gdzie dwóch Polaków – tam trzy partie

Tak więc do czego dzisiaj Polska potrzebuje parady wojskowej? – Takie pokazy są potrzebne przede wszystkim potęgom militarnym – uważa generał Gromosław Czempiński. – Tak naprawdę nie mamy czego pokazać. Nam to jest potrzebne, by podtrzymać dobre morale w wojsku. Pamiętam, że jako lotnik byłem dumny gdy mnie wybierano do pokazów, czułem się wtedy dostrzeżony. Cieszyłem się, że społeczeństwo może zobaczyć moje umiejętności.

Nieco inaczej na zagadnienie patrzy posłanka Prawa i Sprawiedliwości Jolanta Szczypińska. – Jest to powrót do tradycji. W dniu święta Wojska Polskiego Polacy mogą czuć dumę ze swoich żołnierzy. Możemy im oddać hołd – wyłuszcza Szczypińska. Jednak pytana o jaką tradycję jej chodzi, nie potrafi odpowiedzieć.

Z kolei były minister obrony, Jerzy Szmajdziński stwierdza: Nie wiem. Za moich czasów ich nie było. Powiem nieskromnie: może są to defilady na cześć moją i ministra Zemkego? Przecież tak naprawdę to my wyekwipowaliśmy naszą armię – dodaje.

Podzieleni są także historycy. Lewicujący prof. Nałęcz: Popisywanie się wojskiem przez prezydenta Kaczyńskiego jest dla mnie trochę niezrozumiałe. To chichot historii. Grający antyniemieckimi nastrojami popisuje się czołgami, które dostaliśmy w spadku po Bundeswehrze.

Bliski prawicy prof. Wieczorkiewicz: To jest potrzebny pokaz tradycji i patriotyzmu.

W zeszłym roku parada kosztowała ponad pół miliona złotych. W tym roku koszty będą porównywalne.

Życie Warszawy