Dlaczego z małego Jasia nie wyrasta duży Michael
Psycholog sportowy wyjaśnia, co tkwi w głowie Michaela Phelpsa, jaka jest różnica między „uda się” a „zrobię to” i czego musi dokonać sportowiec, by po zawodach spojrzeć w lustro.
Porównajmy sobie sześcioletniego Johna dorastającego na Zachodzie i jego rówieśnika Jasia z Polski. John łamaga potyka się o własne nogi, Jaś jest żywy jak iskierka. Obydwaj chcą zostać sportowcami. Który z nich ma szanse zostać gwiazdą?
Dariusz Parzelski: Jedna z moich koleżanek psychologów obserwowała za granicą w parku rodzica z dzieckiem, które miało zaraz wyjść na mecz baseballa ligi dziecięcej. Ten ojciec rozgrzewa się z synkiem, rzuca mu dziesięć piłek, a on żadnej nie łapie. Gdy dzieciak biegnie już do trenera, ojciec do niego krzyczy: Pamiętaj, jesteś najlepszy!
Czyli John?
Niestety tak. Bo u nas jest tylko bat, a nie ma marchewki! W sporcie młodzieżowym stosunek nagród do kar powinien być 4: 1, cztery dobre rzeczy do jednej kary. A często jest 7: 1 na rzecz kar. Jest tylko koncentracja na błędzie. „To źle zrobiłeś, tamto źle zrobiłeś“. Zawodnik nie dostaje informacji, co zrobił dobrze. Jeżeli potem słyszy od trenera „tylko nie zrób tego“, to ja tylko czekam, aż on to zrobi.
Czyli nasi zawodnicy nigdy nie słyszą komplementów?
Zawodnik wie, co robi źle, ale nie wie, co robi dobrze. W tym jesteśmy mistrzami świata. Gdy zawodnika spytasz, co robi źle, to on może gadać godzinami. Ale gdy chcemy, by powiedział o sobie coś pozytywnego, to... cisza.
I z takiego Johna łamagi wyrasta Michael Phelps, który mówi, że zdobędzie osiem złotych medali, a ze zdolnego Jasia ktoś, kto „postara się osiągnąć jak najlepsze rezultaty“.
Phelps wchodzi do basenu i sam sobie nie pokrzyżuje planów. To mogą zrobić inni. On jest świadom swoich umiejętności. Kształtowano to w nim od dziecka, może czasem przesadnie, ale to działa. A u nas? Mamy wakacje, w telewizji leci materiał o cukierniach. Lody sprzedają się fantastycznie. A sprzedawca: lody tak, ale za to ciastka nie za bardzo. Takim myśleniem to my nigdzie nie zajdziemy. Nic dziwnego, że tak samo się dzieje w sporcie. Co szkodziłoby, żeby w szkołach podstawowych były zajęcia dla dzieciaków z psychologii sukcesu? W Stanach Zjednoczonych uczy się, jak formułować i osiągać cele.
To jakie cechy trzeba zaszczepić sportowcowi, by wygrywał?
Po pierwsze – pozytywne myślenie. Przekonanie, że wszystkie sukcesy to jego zasługa. Generalne myślenie o sobie w kategoriach pozytywnych. Jeśli sportowiec mówi, że „może uda“ mu się gdzieś zakwalifikować, to zakłada, że to będzie przypadek, jakiś fart. A dla naszego mózgu to ma znaczenie, czy ja mówię „uda się”, czy „zrobię to“. Jak sportowiec mówi „spróbuję”, to nie tędy droga.
Co jest trudniejsze – walka z samym sobą czy z przeciwnikiem?
Zdecydowanie z samym sobą. My walczymy z czasem, żeby osiągnąć minimum. A na przykład Koreańczycy dominują w łucznictwie. Zawodników, którzy strzelają lepiej niż najlepsi Polacy, mają dziesiątki. Od początku roku wybijają się wzajemnie na różnego rodzaju eliminacjach. Na same igrzyska jadą już tylko zdecydowanie najlepsi. Technikę mają wszyscy dobrą. A jadą ci z najlepszą psychiką. Czy z mentalnością polskich zawodników jest wszystko w porządku? Nie znam osoby, która jedzie na igrzyska i nie ma motywacji. A czy to od trenerów, czy to w mediach ciągle słyszę, że trzeba ich motywować. To nieprawda. Czasami oni są wręcz przemotywowani. To ich spina i usztywnia. Jedna z naszych florecistek mówi, że zestresowała się, druga, że nie wytrzymała psychicznie. Ich kłopotem nie jest brak techniki, lecz brak przygotowania mentalnego.
Nasze nadzieje wciąż wiążą się z grami drużynowymi.
Tam odpowiedzialność za wynik się rozkłada. Chodzi o skonstruowanie drużyny – doskonale działającego mechanizmu. Mistrzowska drużyna zwykle pokona drużynę mistrzów.
Czy współczesna psychologia może wykreować świetne wyniki?
Samodzielnie nie. Proces kształcenia sportowca zaczyna się bardzo wcześnie. A my żyjemy w takim kraju, w którym nie można pokazać, że jest się w czymś dobrym. Np. dziewczynki są strofowane – „bądź skromna”. Szykuje się potem taka na randkę, spędza dwie godziny przed lustrem, a gdy chłopak jej mówi, że ładnie wygląda, to ona na to „weź przestań, daj spokój”. To po co stała przed tym lustrem? Tak to już jest, że jak ktoś się wybija, to zaraz my, Polacy, ciągniemy go w dół. Więc sami nie potrafimy się „sprzedać”.
A jak kibice mają sobie poradzić z tymi ciągłymi porażkami jednym punktem, w ostatniej sekundzie, na ostatnim metrze?
Chyba się już przyzwyczailiśmy. Teraz się cieszymy, jak ktoś przegrywa po pięknej walce...
Dariusz Parzelski, psycholog sportuDoktor psychologii, wykłada w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej i na Uniwersytecie Warszawskim. Były reprezentant Polski w łucznictwie, wielokrotny medalista mistrzostw Polski.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
