r e k l a m a

Nie biegam z plecakiem na 11. piętro wieżowca

Maciej Miłosz 27-08-2008, ostatnia aktualizacja 27-08-2008 20:22

Kinga Baranowska, himalaistka, przygotowuje się do zdobycia kolejnego ośmiotysięcznika – Manaslu (8156 m n.p.m.).

autor zdjęcia: Sołtys Seweryn
źródło: Fotorzepa

W tym roku zdobyła już pani Dhalaugiri (8167 m n.p.m.) Kiedy kolejna wyprawa?

Kinga Baranowska: Pierwszego września lecę z Warszawy do stolicy Nepalu Kathmandu. Potem kilka godzin samochodem do miasta Pokhara, a następnie dziesięciodniowy trekking pod szczyt. Dopiero wtedy rozpocznie się prawdziwe zdobywanie.

Czyli co?

Aklimatyzacja w bazie. To będą co najmniej trzy tygodnie. W tym czasie założę obozy i dopiero wtedy będę mogła myśleć o wejściu wyżej.

I znowu zostanie pani pierwszą Polką, która ten szczyt zdobędzie?

No mam nadzieję. Jeśli pogoda będzie (ważne jest to, żeby się nie opóźnił monsun, a to się lubi zdarzać), to szanse mam duże.

A jeśli monsun się opóźni?

To trzeba czekać, aż przestanie padać, bo wtedy wzrasta zagrożenie lawinowe.

Jak pogoda dopisze, to już nie będzie większych problemów?

Ostatni odcinek jest dosyć trudny. Tam jest bardzo długie, bo trzykilometrowe ramię na szczyt. Cały czas się idzie na dużej wysokości, brakuje tlenu. Łatwo zabłądzić, szczególnie we mgle.

A jak wyglądały pani przygotowania w Warszawie?

Nie biegałam z plecakiem na 11. piętro wieżowca. Ruszam się, jeżdżę na rowerze i chodzę na ściankę.

Życie Warszawy