r e k l a m a

Jedzenie jak muzyka z filmów Kurosawy

Ryszard Makowski 15-08-2008, ostatnia aktualizacja 21-08-2008 20:55

Polscy yuppie zwani swojsko „japiszonami” gustują w sushi. Darek Rzontkowski, specjalista od rynku reklam, wybrał na spotkanie lokal o dźwięcznej nazwie Sushi Cafe Skorupka.

Darek Rzontkowski – człowiek renesansu z nietypowymi pomysłami na reklamy
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Darek Rzontkowski – człowiek renesansu z nietypowymi pomysłami na reklamy

Karta dań dla osób nieobeznanych z terminologią sushi jest tu jedną wielką egzotyczną zagadką. Towarzyszący nam fotoreporter – zauważył, że przy potrawach przydałyby się zdjęcia. Stanowiłyby cenną wskazówkę. Angielsko-japońskie nazwy są miłe dla oka i dla ucha oraz – jak się okazuje – zakodowane pod nimi potrawy dla podniebienia takoż. Ale zanim coś znajdzie się na stole, trzeba dokładnie wypytać obsługę o interesującą nas pozycję w menu.

– Nigiri/sashimi, gunkan, sushi maki, futo maki, maki teriyaki, ura maki, temaki – te słowa czytane szybko jedne za drugim i wybrzmiewają jak kawałek ścieżki dźwiękowej z filmu Kurosawy – zauważył Darek.

Absolwent grafiki w katowickiej filii ASP w Krakowie jest człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym. Pisze sztuki teatralne, zdobywa nagrody na festiwalach piosenki autorskiej, specjalizuje się w humorze absurdalnym. W Wikipedii pod hasłem „kabaret Mumio” figuruje w kategorii „byli członkowie” jako autor tekstów. Nie napisano, że jest także kompozytorem. Wspomina lata, gdy z Dariuszem Basińskim ćwiczyli w przeróżnych miejscach technikę improwizacyjną. Od banalnych sytuacji dochodzili do zupełnie abstrakcyjnych konstrukcji.

W Skorupce postanowiliśmy jednak na początek za bardzo nie improwizować i zamówiliśmy zupę. Miso shiru występuje w wariantach: mała, duża i z łososiem lub bez. Zgodnie zdecydowaliśmy się na małą miso shiru z łososiem i nie żałowaliśmy. Porcja nie była wcale taka mała. A do tego smaczna.

Z Akademii do Agencji

Na studiach Darka okrzyknięto go polskim Egonem Schielem. Obawiał się jednak, że jego akty w skali niemalże jeden do jednego przynajmniej na razie nie osiągną cen dzieł oskarżanego o pornografię Austriaka (oscylują wokół 8 – 10 mln dolarów). Wyprzedał więc ich część i zaczął szukać stałego zatrudnienia.

Przyjechał z Katowic do Warszawy, by złożyć CV w firmie reklamowej Leo Burnett. Przez dwa miesiące czekał na odzew, aż uznał, że zadziałało słynne „don’t call us, we call you” i zgłosił się do firmy odebrać swoje papiery. Asystentka zaprowadziła go do odpowiedniego pokoju i tam ujrzał taką ilość konkurencyjnych CV, że poczuł się jak w niemających końca magazynach ze skrzyniami, znanych z „Poszukiwaczy zaginionej Arki”.

Okazało się jednak, że przedstawiciele firmy przez te dwa miesiące dzwonili do niego. Tyle że pomylił się, wpisując w dokumenty swój numer telefonu. Umówiono się z nim w końcu na spotkanie i tak zaczęła się jego błyskotliwa kariera. Po Leo Burnett były Lowe, TBWA i G7. Teraz współprowadzi własną firmę Fat baby.

Przyszedł czas, by skonsumować coś więcej niż zupę. Przy daniu Angel’s maki było dopisane – specjalność szefa kuchni. To zawsze warto sprawdzić. Te krążki różniły się od innych „owijką” – ryż tkwił w słodkich, cienkich naleśnikach tamago. Jest to interesująca odmiana dla miłośników kuchni japońskiej, przyzwyczajonych do wodorostów.

Sztuka dźwignią reklamy

Darek uprawia wiele dziedzin sztuki – grafikę, film, kabaret, poezję. Wszystko przydaje się w reklamie. Jego pomysłem była na przykład inteligentna zbitka słowno-literowa „Mały ż”. Chodziło o reklamę piwa, które zaczyna się na ż, która jednocześnie miała trafić do odbiorców pism sportowych. Czytając razem „Mały ż”, otrzymujemy nazwisko znanego sportowca.

Przy dobrym jedzeniu Darek snuje zabawne anegdoty o swojej pracy. Na przykład o tym, co się zdarzyło, gdy jeden z producentów zażyczył sobie, żeby minidyski trafiły pod strzechy. Modelka miała słuchać muzyki, dojąc krowę. Żeby klient był zadowolony, należało krowę dokładnie umyć. I krowa, i gospodarz nie mogli się nadziwić przemianie, jaka nastąpiła. Mówi też o tym, jak to czasem trzeba ratrakiem gonić słońce po lodowcu w Szwajcarii, bo do reklamy nie została dokręcona jedna scena, a ekspozycja musi być taka sama.

Jego zajęcie bywa jednak również bardzo nerwowe, o czym przekonuję się podczas naszej rozmowy. W pewnym momencie ktoś alarmuje Darka telefonicznie, że do drukarni poszło zdjęcie gwiazdy, ale nie to obrobione komputerowo. Trzeba szybko reagować. Dopiero byłoby o czym pisać na Pudelku.pl, gdyby w całej Polsce ukazały się bilbordy z niewłaściwym ujęciem.

Chirurg z epizodu

Kryzys został zażegnany, więc żeby mieć pełniejszy obraz potraw serwowanych w Skorupce, zmówiliśmy sushi set. Także w tym przypadku nie znaleźliśmy powodu do utyskiwania. Chrzan wasabi i różowy imbir przegryzane pomiędzy kawałkami sushi rzeczywiście wyostrzają smak, który z drugiej strony rzetelnie unifikuje maczanie krążków w sosie sojowym.

Przechodzimy do filmowych przygód Darka. Zagrał epizody, ale zagrał. W Hi Way był sąsiadem z płytą, a w Pitbullu awansował na chirurga. Musiał wyciągać młodej dziewczynie kawałki szkła z twarzy. Szkoda mu jej było – uroda po charakteryzacji do tej sceny zniknęła. Odetchnął, gdy wyznała mu, że jest jeszcze przez parę sekund pokazywana przed wybuchem bomby. Kto jak kto, ale Darek wie, jak ważna jest reklama.

Z menu

Sushi Cafe Skorupka

Pl. Dąbrowskiego 2/4, tel. 022 892 06 89

Miso shiru – łagodna zupa z paty sojowej, z wodorostami wakame, serkiem tofu i porem mała 6 zł, duża 10 zł

Miso shiru z łososiem – klasyczna miso shiru z kawałkami pieczonego łososia mała 8 zł, duża 12 zł

Angel’s maki – specjalność szefa kuchni 40 zł

Sushi set – osiem nigiri, 12 maki, sześć mayo maki, sześć futo maki, sześć teriyaki maki 110 zł

Nasz gość

Dariusz Rzontkowski – grafik, malarz, absolwent krakowskiej ASP (filia w Katowicach). Autor sztuk – „Zazum” było wystawiane w Dramatycznym. Współtworzył kabaret Mumio. Laureat Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Autorskiej – 1998 i 2000. Nagradzany za reklamy. Reprezentuje firmę Fat baby.

Życie Warszawy