Pomidory z Kercelaka i gicz cielęca od Johna
Poeta, pisarz i dramaturg Ernest Bryll zabiera nas na spacer po swoich miejscach magicznych: od Dolnego Mokotowa aż na daleki Grochów.
„Chociaż urodziłem się w miejscu bardzo prestiżowym, mianowicie w Pałacu Ujazdowskim, Warszawę zacząłem poznawać zdając na studia“ – opowiada Ernest Bryll. Wszystko dlatego, że całe swe dzieciństwo pisarz spędził w Komorowie, a wczesną młodość w Gdyni. Dopiero przyjazd na egzaminy wiązał się z odkrywaniem Warszawy. Stąd pierwszym ważnym miejscem na naszej trasie jest akademik przy ul. Madalińskiego.
Szlak akademicki
– Na początku lat 50. XX w., jako osoba zdająca dopiero na dziennikarstwo, nie miałem zbyt wielu pieniędzy. Zresztą razem z innymi chłopakami przechulaliśmy wszystko pierwszego dnia. Pamiętam doskonale drogę do ul. Puławskiej, bo mijaliśmy piekarnię, tam na wystawie był chleb, na który nas już nie było stać – wspomina pisarz. Niestety, pierwsza próba dostania się na uniwersytet nie zakończyła się sukcesem z powodu braku miejsc. Bryll wrócił więc do Warszawy po roku przerwy, osiedlając się w akademiku przy pl. Narutowicza.
– Nigdy nie wiedziałem, czy dostanę się do środka, ponieważ nie posiadałem legitymacji, czyli oficjalnie nie miałem prawa tam mieszkać. Co wieczór jednak zbierała się duża grupa podobnych do mnie osób i rzucaliśmy się biegiem na strażników. Potem chowaliśmy się w tym potężnym gmaszysku i byliśmy nie do odnalezienia.
Z Narutowicza na Uniwersytet Warszawski chodziło się najczęściej na piechotę, gdyż tramwaje były przepełnione. Młody Ernest Bryll chadzał ówczesną ulicą Krajowej Rady Narodowej, czyli obecną Twardą, przedzierając się przez zagruzowaną wciąż Wolę.
Z czasem studenci zamieszkali przy Karolkowej. Sam widok na cmentarze ewangelicki i żydowski był frapujący. Powstańcze zniszczenia nie zatarły śladów wyróżniających nagrobki i macewy. Poeta chodził na zakupy na działający wówczas jeszcze Kercelak, po którym dziś pozostało tylko wspomnienie i ledwo zabudowany plac.
– Tam były niebywale tanie pomidory. Krajało się je w plasterki, do nich zasmażało się boczek, jeśli mieliśmy pieniądze. Były to prawdziwe uczty – Bryll zdradza sekrety studenckiej kuchni.
Ostatnim akademikiem, którego honorową legitymację pisarz wciąż posiada, jest „Kic” na Grochowie.
– Miejscowa chuliganeria nie chciała nas zaakceptować, co skończyło się ogromną bitwą. Pamiętam wielu znakomitych profesorów, dziś już na emeryturach, którzy z cegłą w ręku bili się z chuliganami – wspomina poeta. Ostatecznie Grochów został spacyfikowany i zaakceptował brać uczelnianą.
Starówka i Mokotów
My wracamy jednak na lewy brzeg, prosto do Domu Literata. Wjeżdżamy oczywiście po schodach ruchomych, które w czasach młodości pisarza stanowiły niebywałą atrakcję. Nad nimi znajdowało się miejsce spotkań pisarzy i poetów warszawskich, potocznie zwane Domem Johna. – Wielu bogatych, starych pisarzy zapraszało mnie do stołu i fundowało mi obiad, mówiąc, że przy mnie to się nabiera apetytu, że jest wesoło – wspomina Bryll, dla którego magiczną potrawą była wówczas nieosiągalna finansowo dla studenta gicz cielęca ze szpinakiem. Oprócz jedzenia, u Johna dyskutowano o literaturze i grano w szachy – tym ostatnim Stachura zarabiał wówczas na życie.
Stąd docieramy znów na Mokotów, tym razem Dolny. Tu, nieopodal Królikarni, pisarz mieszka do dziś w domu, który odbudował.
– Pierwsza bomba, która spadła na Warszawę, trafiła właśnie w ogródek tego domu. Zabiła dzieci mieszkającej tu kobiety, która potem zwariowała. Dom więc ma swoją przeszłość – opowiada Bryll. Wszystko zaś stanowi dawną kolonię oficerów lotnictwa, gdzie ponoć mieszkali Żwirko i Wigura, pod ziemią zaś funkcjonowała strzelnica, na której pierwsze żołnierskie szlify zdobywał sam Krzysztof Kamil Baczyński. Nieopodal zaś jest wspaniale odrestaurowany park, do którego poeta chętnie wychodzi na spacery z psem.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
