r e k l a m a

Amerykanie zakończyli panowanie Brazylii

Piotr Kaszubski 24-08-2008, ostatnia aktualizacja 24-08-2008 22:04

To był mecz godny olimpijskiego finału. Amerykanie sensacyjnie pokonali 3:1 Brazylię i po 20 latach przerwy sięgnęli po złoty medal igrzysk.

Kiedy kilka tygodni temu amerykańscy siatkarze zwyciężali w Lidze Światowej, wielu kibiców przecierało oczy ze zdumienia. W półfinale w Rio de Janeiro rozbili 3:0 gospodarzy imprezy, najlepszy zespół XXI wieku. – To nic nie znaczy. Po prostu za wcześnie trafili z formą. Na igrzyskach nie będą się liczyć. Nie można przecież grać cały czas na tak wysokim poziomie – twierdzili złośliwi.

Jak się później okazało, Amerykanie formę utrzymali. Ba, grali jeszcze lepiej.

Z grupy eliminacyjnej awansowali bez porażki. W ćwierćfinale pokonali Serbów 3:2, a w półfinale Rosjan w takim samym stosunku.

W rozstrzygającym spotkaniu zmierzyli się z Brazylią. – Weźmiemy rewanż – zapowiadali gracze „Canarinhos”.

Sił starczyło im tylko na pierwszego, wygranego do 22, seta. Później na parkiecie dominowali już Amerykanie. Kibice oglądali wspaniały mecz. Patrzyli na jednego z najlepszych siatkarzy świata Gibę, jak co chwilę nadziewa się na blok rywali. To właśnie Brazylijczyk jest główną siłą napędową swojej drużyny. W finale raził nieskutecznością. Wygrywając 3:1, męska reprezentacja USA pomściła swoje koleżanki, które w sobotę uległy w finale Brazylijkom 1:3.

MVP (najbardziej wartościowym graczem) igrzysk został Amerykanin Clayton Stanley. Uznano go również za najlepiej serwującego i punktującego zawodnika.

Polaków, mimo porażki w ćwierćfinale, także wyróżniono. Paweł Zagumny został najlepszym rozgrywającym, Sebastian Świderski najlepszym atakującym, a Michał Winiarski przyjmującym turnieju.

Życie Warszawy