Legia znów liderem
Podopieczni Jana Urbana w piątek po raz drugi w tym sezonie pokonali Lechię, tym razem 3:2 w Gdańsku, i odzyskali prowadzenie w tabeli. Dwie bramki zdobył Takesure Chinyama.
To bardzo ważne zwycięstwo. Właśnie w takich meczach, na tak gorących stadionach zdobywa się punkty, które później gwarantują mistrzostwo Polski – cieszył się rozgrywający Legii Aleksandar Vuković.
Wbrew obawom warszawskiej ekipy, w piątek temperatura w Gdańsku była dodatnia i nie było problemów z rozegraniem meczu. A ten rozpoczął się od mocnego uderzenia gości. Już w 11. minucie spotkania, po rzucie rożnym wykonywanym przez Macieja Iwańskiego, piłkę do własnej siatki skierował Rafał Kosznik.
Bąk latał lepiej od Muchy
Mimo szybko straconej bramki gospodarze nie zamierzali się poddawać. Dziesięć minut później strzelał Paweł Buzała, piłki ani nie złapał, ani nie wybił Jano Mucha i w efekcie musiał wyciągnąć ją z siatki. Był to pierwszy gol w tym sezonie, za utratę którego winę ponosi słowacki bramkarz.
Stracona bramka świetnie podziałała na graczy Legii. Zwłaszcza na Iwańskiego. Chwilę po rozpoczęciu gry od środka pola huknął on z pierwszej piłki z 20 metrów, ale fantastyczną paradą popisał się Mateusz Bąk. Trzy minuty później najlepszy pomocnik gości, wciąż pomijany przez trenera kadry Leo Beenhakkera, uderzał z rzutu wolnego z 18 metrów. Znów efektownie obronił Bąk.
Jego interwencje tylko dodatkowo zmobilizowały gości. W 27. minucie egzekwowali kolejny rzut rożny. Kapitalnie dośrodkował Roger, a Takesure Chinyama głową zdobył gola.
Kulejący bohater
Kilkanaście minut po przerwie napastnik z Zimbabwe zdobył już 11. bramkę w tym sezonie. Skuteczniejszy jest tylko Paweł Brożek z Wisły (12). Ale na tym nie zakończyły się emocje na stadionie przy ulicy Traugutta. W 65. minucie, po rzucie rożnym, gola zdobył rezerwowy Lechii Piotr Wiśniewski. Jakby problemów Legii było mało, boisko musiał opuścić Chinyama, który już w pierwszej połowie zaczął kuleć.
Gospodarze atakowali coraz groźniej. Po jednej z akcji gola powinien zdobyć dla nich Buzała, ale strzał ulubieńca gdańskiej publiczności instynktownie obronił Mucha, rehabilitując się w znacznym stopniu za wpadkę z pierwszej połowy spotkania.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON