r e k l a m a

Legia znów liderem

Andrzej Borodej 28-11-2008, ostatnia aktualizacja 29-11-2008 13:45

Podopieczni Jana Urbana w piątek po raz drugi w tym sezonie pokonali Lechię, tym razem 3:2 w Gdańsku, i odzyskali prowadzenie w tabeli. Dwie bramki zdobył Takesure Chinyama.

autor zdjęcia: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa

To bardzo ważne zwycięstwo. Właśnie w takich meczach, na tak gorących stadionach zdobywa się punkty, które później gwarantują mistrzostwo Polski – cieszył się rozgrywający Legii Aleksandar Vuković.

Wbrew obawom warszawskiej ekipy, w piątek temperatura w Gdańsku była dodatnia i nie było problemów z rozegraniem meczu. A ten rozpoczął się od mocnego uderzenia gości. Już w 11. minucie spotkania, po rzucie rożnym wykonywanym przez Macieja Iwańskiego, piłkę do własnej siatki skierował Rafał Kosznik.

Bąk latał lepiej od Muchy

Mimo szybko straconej bramki gospodarze nie zamierzali się poddawać. Dziesięć minut później strzelał Paweł Buzała, piłki ani nie złapał, ani nie wybił Jano Mucha i w efekcie musiał wyciągnąć ją z siatki. Był to pierwszy gol w tym sezonie, za utratę którego winę ponosi słowacki bramkarz.

Stracona bramka świetnie podziałała na graczy Legii. Zwłaszcza na Iwańskiego. Chwilę po rozpoczęciu gry od środka pola huknął on z pierwszej piłki z 20 metrów, ale fantastyczną paradą popisał się Mateusz Bąk. Trzy minuty później najlepszy pomocnik gości, wciąż pomijany przez trenera kadry Leo Beenhakkera, uderzał z rzutu wolnego z 18 metrów. Znów efektownie obronił Bąk.

Jego interwencje tylko dodatkowo zmobilizowały gości. W 27. minucie egzekwowali kolejny rzut rożny. Kapitalnie dośrodkował Roger, a Takesure Chinyama głową zdobył gola.

Kulejący bohater

Kilkanaście minut po przerwie napastnik z Zimbabwe zdobył już 11. bramkę w tym sezonie. Skuteczniejszy jest tylko Paweł Brożek z Wisły (12). Ale na tym nie zakończyły się emocje na stadionie przy ulicy Traugutta. W 65. minucie, po rzucie rożnym, gola zdobył rezerwowy Lechii Piotr Wiśniewski. Jakby problemów Legii było mało, boisko musiał opuścić Chinyama, który już w pierwszej połowie zaczął kuleć.

Gospodarze atakowali coraz groźniej. Po jednej z akcji gola powinien zdobyć dla nich Buzała, ale strzał ulubieńca gdańskiej publiczności instynktownie obronił Mucha, rehabilitując się w znacznym stopniu za wpadkę z pierwszej połowy spotkania.

Życie Warszawy