Beenhakker został sam
Leo Beenhakker przedstawił władzom PZPN raport z występu w Euro 2008. – Nie jestem zadowolony z tego sprawozdania – mówi Grzegorz Lato. Holender zostaje selekcjonerem, ale traci swoich współpracowników. Nowych, tylko z Polski, wyznaczy mu związek.
Przedstawione przez pana Beenhakkera sprawozdanie jest zbyt ogólne. Na prośbę zarządu PZPN w najbliższym czasie opracuje nowe, dotyczące np. oceny poszczególnych zawodników i dni treningowych – mówi rzecznik i członek zarządu PZPN Zbigniew Koźmiński.
– Raport selekcjonera jest niepełny. Holender schodził m.in. na tematy szkolenia młodzieży, zamiast powiedzieć o przyczynach słabszej postawy poszczególnych piłkarzy – twierdzi Grzegorz Lato. – Nie jestem zadowolony, ale nic więcej nie powiem. Nie pozwala mi etyka zawodowa.– Taki szczegółowy raport przyda się samemu selekcjonerowi do dalszej pracy oraz polskim trenerom, którzy się od niego uczą – tłumaczy Andrzej Strejlau.
Holendrom dziękujemy
Co ciekawe, sam Beenhakker, który wcześniej opuścił salę na parterze hotelu Sheraton, twierdził co innego. – Raport z Euro został przyjęty pozytywnie – podsumował krótko selekcjoner.
Holender nie był jednak w najlepszym humorze. Nic dziwnego. Zarząd PZPN nie przedłużył kontraktów z jego asystentami: Bogusławem Kaczmarkiem (inna sprawa, że on sam zrezygnował), Dariuszem Dziekanowskim i Adamem Nawałką. Już wcześniej było wiadomo, że z kadrą pożegna się jej fizjolog Mike Lindemann. Postanowiono również nie zatrudniać dłużej „zagranicznych osób spoza pionu szkoleniowego”. – Na takich stanowiskach powinni pracować Polacy. Mamy wielu zdolnych menedżerów – podkreśla Koźmiński.
To oznaczałoby, że pracę w kadrze straci jej dyrektor, zaufany człowiek Beenhakkera Jan de Zeeuw. – To prawda – potwierdza rzecznik PZPN. Co ciekawe, sam de Zeeuw wczoraj tego nie wiedział...
Wciąż nie wiadomo, co się stanie z jednym z dwóch trenerów bramkarzy – Fransem Hoekiem (na pewno zostanie przy kadrze Andrzej Dawidziuk).– To otwarta sprawa – twierdzą działacze PZPN. Sam Beenhakker ironicznie potraktował ten temat. – To straszne, że moi współpracownicy są Holendrami – rzucił z przekąsem, po czym dodał: – Jeśli ktoś jest fachowcem, jego paszport nie powinien mieć żadnego znaczenia.
Chcieliby Urbana?
Nowych asystentów Beenhakkera wyznaczy... Wydział Szkolenia PZPN.– Prezes związku po konsultacji z byłymi selekcjonerami kadry przedstawi Beenhakkerowi listę kandydatów. Kogo? Obracamy się w kręgu „młodych” nazwisk – podkreśla Koźmiński.
– Problem w tym, że najbardziej zależy nam na tych z ligowych klubów. Pracodawcy na pewno ich nie puszczą. Trudno, znajdziemy innych. Przedstawimy kilkanaście propozycji – twierdzi Lato.
Nieoficjalnie wiemy, że król strzelców MŚ 1974 miał na myśli trenera Legii Jana Urbana (i prawdopodobnie Rafała Ulatowskiego z Zagłębia Lubin). Właśnie szkoleniowca z Łazienkowskiej działacze PZPN widzą w roli potencjalnego następcy Leo. Szansę ma również Maciej Skorża (Wisła Kraków).
Na razie jedno jest pewne. Nowymi asystentami Beenhakkera (jeden na etacie i jeden tzw. dochodzący) będą Polacy. – Beenhakker jest wśród nas już dwa lata, zdążył poznać naszą mentalność. Uważam, że powinien pracować z Polakami. Co będzie, jeśli nie zaakceptuje żadnego z proponowanych nazwisk? Nie ma takiej możliwości. Zresztą zauważyłem, że selekcjoner uznał nasze stanowisko w tej sprawie – uważa Lato.
– Nie może być tak, że o niektórych sprawach dowiadujemy się z prasy. Mówię np. o Mike’u Lindemannie (został zatrudniony dopiero kilka dni po informacjach w mediach na jego temat – przyp. red.). Wrócimy do tego, co było kiedyś. Każda kandydatura będzie rozpatrywana w szerszym gronie – dodaje Lato, uznawany za następcę prezesa PZPN Michała Listkiewicza.Członkowie Wydziału Szkolenia zapewniają, że wszystkie zmiany mają na celu przygotowanie mocnej drużyny pod kątem finałów Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie.
– Nie chcemy podzielić losu Austrii i Szwajcarii, które z turniejem organizowanym u siebie pożegnały się już w fazie grupowej – podkreśla Lato. – Kibice wybaczą nam problemy z drogami, ale nie z reprezentacją – kończy Koźmiński.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
