r e k l a m a

Piękny finisz Polek

Maciej Białek 24-08-2008, ostatnia aktualizacja 25-08-2008 22:09

Nasze panie długo zawodziły w Pekinie, ale w sobotę spisały się na medal. A nawet dwa srebrne – w kolarstwie i kajakarstwie!

autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa

- Widzisz?! Mówiłam ci, że odniesiesz sukces! – krzyczała dziesiąta na mecie Aleksandra Dawidowicz do szczęśliwej Mai Włoszczowskiej. Niespełna 25-letnia zawodniczka niewiele wcześniej zajęła drugie miejsce w kolarstwie górskim. To pierwszy od 20 lat medal igrzysk dla Polski w konkurencjach rowerowych.

Przeniesiony o jeden dzień wyścig przeprowadzono na trudnej, prawie 27-kilometrowej trasie, w samo południe, gdy upał i zdradliwe zjazdy były jeszcze bardziej wymagające niż najgroźniejsze rywalki. Polka ustąpiła tylko brązowej medalistce z Aten Sabine Spitz, ale Niemka uciekła reszcie stawki już na pierwszym okrążeniu i potem konsekwentnie powiększała albo utrzymywała przewagę.

Gwiazdy nie wytrzymały

Włoszczowska przez pewien czas znajdowała się w kilkuosobowej grupie pościgowej, ale na początku trzeciego okrążenia jej tempa nie wytrzymały rywalki. Już w połowie dystansu mogliśmy zaczynać świętowanie sukcesu.O skali trudności wyścigu niech świadczy fakt, że wycofały się m.in. broniąca tytułu z Aten Norweżka Gunn-Rita Dahle Flesjaa oraz mistrzyni świata, brązowa medalistka z igrzysk w Sydney Hiszpanka Margarita Fullana.

Ostatecznie Włoszczowska straciła do Spitz (Niemka miała wypadek na ostatnim okrążeniu) 41 sekund, a trzecią na mecie Rosjankę Irinę Kalentiewą wyprzedziła o ponad pół minuty. Dawidowicz (też zaliczyła upadek) straciła do triumfatorki ponad sześć minut. – W ciągu roku spędzam 260 dni poza domem. Wszystko podporządkowałam występowi na igrzyskach, szykowałam się do tego startu cztery lata – mówiła Włoszczowska, szósta w 2004 roku w Atenach.

Jej słowa potwierdził trener Andrzej Piątek. – W tym roku odpuściliśmy inne starty. Ustaliliśmy plan przygotowań wyłącznie pod igrzyska – stwierdził szkoleniowiec, który dwa dni wcześniej, na wieść o przesunięciu dnia i godziny startu (Chińczycy tłumaczyli się fatalną pogodą), nie ukrywał zdenerwowania. Jak się okazało, niepotrzebnie.Po starcie Włoszczowska zdradziła, że jedną z tajemnic jej sukcesu była słynna metoda... Adama Małysza.

– Bułka i banan to świetny sposób na śniadanie. Do tego trochę miodu, musli z jogurtem i można ruszać w trasę! – śmiała się zawodniczka.Kilka godzin później uśmiechnęły się również polskie kajakarki.Obok zawsze... Beata Aneta Konieczna i Beata Mikołajczyk, osada stworzona specjalnie na igrzyska, płynęły w ostatnim finale – K-2 na 500 metrów. Do tej pory nasi kajakarze zawodzili, zwłaszcza w sobotnich wyścigach, gdy zgodnie zajmowali przedostatnie lub ostatnie miejsca. Na szczęście nasze panie nie równały w dół. Wprawdzie słabiej rozpoczęły, ale już na półmetku przegrywały tylko z obrończyniami tytułu z Aten (Węgierki Katalin Kovacs, Natasa Janics), które znów były zdecydowanie najlepsze. Polki finiszowały minimalnie przed osadą francuską. Okazały się lepsze o 36 tysięcznych sekundy, co potwierdza, że w sporcie fortuna kołem się toczy.

Dzień wcześniej polska osada K-4 (z Konieczną i Mikołajczyk w składzie) w podobnych okolicznościach przegrała brązowy medal...30-letnią Konieczną, startującą w przeszłości pod panieńskim nazwiskiem Pastuszka, śmiało można nazwać multimedalistką. Razem z Beatą Sokołowską-Kuleszą zdobyła brązowe krążki na igrzyskach w Sydney i Atenach.

– W ekipie śmieją się ze mnie, że zmieniam partnerki, ale zawsze obok mnie jest jakaś Beata – mówi doświadczona zawodniczka, dla której start z młodszą o ponad siedem lat koleżanką okazał się największym sukcesem w karierze.

Życie Warszawy