r e k l a m a

Luksus bez smaku

Maria Synoradzka 27-11-2008, ostatnia aktualizacja 27-11-2008 16:19

Luxury Café & Bar, ul. Nowy Świat 6/12, tel. 022 583 81 50, czynne od poniedziałku do niedzieli w godz. 12 – 23, można płacić kartą. Informacje dodatkowe: • parking – nie • klimatyzacja – tak • sektor dla palących – nie • karta win – tak • menu dla dzieci – nie • Internet bezprzewodowy – tak

Wnętrze Luxury jest wysokie, ale mało przestronne. Przestrzeń dominują kolumny i ogromny bar
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Życie Warszawy
Wnętrze Luxury jest wysokie, ale mało przestronne. Przestrzeń dominują kolumny i ogromny bar
źródło: Życie Warszawy

W ogromnym gmachu przy skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i Nowego Światu, znanym niegdyś jako Dom Partii, kapitalizm od lat przegania duchy pierwszych sekretarzy. W szranki z marami przeszłości i historyczną reputacją tego miejsca od niedawna staje też Luxury Cafe & Bar. Bar z lunchowym menu połączony ze sklepem z konfekcją damską spod igły Vivienne Westwood i innych gwiazd światowego krawiectwa.

Lokalizacja wydaje się idealna na kulinarne przedsięwzięcia spod znaku szyku i ekstrawagancji. Więc choć od wejścia wprawił mnie w lekką konsternację napis „nie otwierać drzwi” (sic!), niezrażona postanowiłam tu nawet zbankrutować.

Wysokie poprzecinane kolumnami socrealistyczne wnętrze gospodarze zamienili w prowincjonalne wyobrażenie o przestrzeni dla bogaczy. Ze skórzanymi kanapami i telewizorem w ogromnej ramie, który – niczym bezcenne dzieło sztuki – umieszczono w centralnym punkcie salonu. Jest tu też powiększona do rozmiaru całej ściany fotografia uroczej Audrey Hepburn i bar obwiedziony niczym złotą aureolą lśniącym napisem „Luxury”. Choć popołudniowe słońce wlewało się do środka przez gigantyczne okna, bar spowijał mrok zadymionej spelunki. O zgrozo, papierosowy dym i zapach jedzenia przenikały do luksusowego sklepu z galanterią w myśl niepojętej zasady, że sukienka za kilka tysięcy złotych powinna wonieć marlboro.

O kuchennej ofercie Luxury chciałabym jak najszybciej zapomnieć. Wszystkie tutejsze frykasy okazały się – łagodnie mówiąc – niezjadliwe. Kompletnego braku jakiegokolwiek kulinarnego kunsztu nie usprawiedliwia fakt, że lista dań to zaledwie ułamek w stosunku do bogatej oferty alkoholowej. Nietrudno przecież wskazać miejsca, gdzie choć tematem głównym jest bar, przekąski są majstersztykiem. Tymczasem w Luxury lepiej paść oczy dziełami natchnionych projektantów mody niż żołądek wytworami tutejszego kucharza.

Krem borowikowy to mizerna paćka zagęszczona mąką, ugotowana na wodzie, w której grzyby być może kiedyś się płukały. Trudno wyczuć ich smak, a patrzenie na nie przypomina raczej spotkanie oko w oko z upiorem z peerelowskiej stołówki. Nieco znośniejsza jest minestrone. Ale ostrzegam wielbicieli tej włoskiej zupy z jarzyn, że w Luxury to kombinacja kwaśnego przecieru z dodatkiem wody, rozgotowanych warzyw i rozdrobnionego makaronu spaghetti odnalezionego przypadkiem w kuchennej lodówce.

Dania główne już podczas lektury menu budzą uśpione pokłady ironii – z jakiegoś powodu jedna pozycja (wołowina) opisana jest w języku madame Westwood (tutaj: beef with vegetables), choć pozostałe przedstawiane są w lokalnej wersji językowej. Ot, kosmopolityczna ciekawostka. Grillowaną pierś z kurczaka, jedno z najbardziej banalnych dań świata, podano z niedosolonym, wysuszonym ryżem basmati i – pewnie w zamyśle efektowną – truskawkowo-bananową sałatką. Fuj. Daniem jak z sennego koszmaru była tarta z grecką fetą – rozmoczona, spulchniona i sina wyglądała niczym trupie członki zmasakrowanego bohatera z horroru klasy B. Ohyda.

Podsumowując: zamiast kuchennej orgii Luxury serwuje kuglarskie czary-mary. Odgrzewany ryż z owocami z dodatkiem kurczaka podaje jako luksusowe frykasy w stylu fusion.

Twórcy barowo-sklepowego kombajnu zaklinają rzeczywistość słowami. Powołują się na luksusy, choć próżno szukać tu rzemieślnika wyrastającego ponad poziom operatora mikrofalówki. Oddać zaś im trzeba, że cena obiadu też nie jest luksusowa.

Życie Warszawy