r e k l a m a

Kuchnia lekką ręką

Maria Synoradzka 13-11-2008, ostatnia aktualizacja 13-11-2008 02:27

Sketch Bistro, ul. Foksal 19, 0602 762 764 czynne codziennie od poniedziałku do niedzieli w godz. 8 – 24, można płacić kartą.

W Sketch Bistro jest jasno i przestronnie. Nad barem wiszą telewizory, więc informacje można śledzić na bieżąco
autor zdjęcia: Radek Pasterski
źródło: Rzeczpospolita
W Sketch Bistro jest jasno i przestronnie. Nad barem wiszą telewizory, więc informacje można śledzić na bieżąco
źródło: Rzeczpospolita

Mamy świetne lunchowe bistro w samym sercu miasta. Przyjdźcie tutaj piechotą spróbować któregoś z 50 rodzajów piw sprowadzanych z całego świata – włącznie z leżakowanym w Szampanii.

Bistro działa na dole kamienicy, na piętrze jest restauracja, która w zamyśle ma windować kuchnię o oczko wyżej. Trendy klub, który mieścił się tutaj przez kilka sezonów, przeszedł całkowitą metamorfozę w demokratyczne i przyjazne miejsce. Za kwotę ok. 28 zł można tu zjeść smakowite dania. Świeżuteńkie belgijskie mule, hiszpańskie tapas, chrupiące sardynki, sałaty, od siódmej rano śniadania, od 12 lunche. Hitem są frytki. Żadne podróbki wyciągnięte ze stęchłego tłuszczu, tylko rzetelnie pokrojony kawał kartofla.

Jest jasno i przestronnie. Biznesmeni mogą mieć oko na to, co się dzieje na świecie, zerkając na telewizory. Ten, kto potrzebuje wytchnienia, zrelaksuje się przy niewielkim drewnopodobnym stoliku. Jest bezprzewodowy Internet i najważniejszy bohater – bar obrysowany prostą kreską, z blatem pełnym butelek rozmaitych kolorów i kształtów.

Na rozgrzewkę każdy gość dostaje małą wyprawkę z papieru pakowego. W środku są różne gatunki cukru do ciepłych napojów, naklejka z firmowym logo i mała czekoladka, czyli porcja magnezu na wynos.

W menu lunchowym znajdziecie niewymyślne zestawy: krupnik albo grzybową, w piątek dorsza z surówką, makaron, świeże owoce na deser. Do piwa polecam talerz pecorino i tapasy. Chrupiącą, świeżuteńką bagietkę z pastą z makreli z kawałeczkami kaparów (5 zł), albo inną dobraną parkę – bagietkę z marynowaną słodką papryką.

Bardzo smakowała mi zupa grzybowa, lekka, ze świeżymi borowikami, kurkami i podgrzybkami, pachnąca marchewką, esencjonalna, ale lekka. I belgijskie mule uduszone w winie z dodatkiem cebuli i selera naciowego (mają tu codzienne dostawy muli i sercówek).

Restauracja na górze nie jest już takim mocnym pomysłem. Jadłam krem z selera z gorgonzollą – delikatny, słodkawy. Odkrywczą minestrone z pesto, leciuteńką, pachnącą świeżą bazylią i czosnkiem. I serce karczocha z kozim serem.

Makaron z owocami morza, kotleciki jagnięce i kurczak były po prostu smaczne. Gnocchi – odsmażane i gumowate.

Desery okazały się fatalne, zleżałe i zimne. Natomiast cytrynowe sorbety – to jest coś! Odświeżające i intensywnie cytrusowe.

Do rachunku podają limoncello. Jak w dobrej domowej włoskiej jadłodajni. Kucharz lubi włoskie smaki i ma do nich rękę. Obsługa jest czujna, otwarta i pomocna. O to chodzi.

Restauracyjna kuchnia jest w nie najgorszych rękach, ale to bistro będzie miejscem, do którego wrócę. Bardzo podoba mi się prosty pomysł na nie. Bo czego potrzebuje warszawiak w sercu miasta? W środku zaklętych rewirów lanserskiej ulicy Foksal? Niedrogiej, fajnej kuchni.

Informacje dodatkowe:

• parking – nie

• klimatyzacja – tak

• sektor dla palących – tak

• karta win – tak

• menu dla dzieci – tak

• Internet bezprzewodowy – tak

Skala 1 – 5

4,5 jedzenie

5 atmosfera

5 obsługa

do piwa

tapas z pastą z makreli i kaparami 6 zł

mule na ostro z belgijskimi frytkami 39 zł

mix sałat ( radicchio, rzymska, rukola, karbowana) 15 zł

rachunek 60 zł

Życie Warszawy