r e k l a m a

Rosyjski rozbiór Gruzji

Piotr Kościński 26-08-2008, ostatnia aktualizacja 27-08-2008 16:21

Prezydent Dmitrij Miedwiediew uznał niepodległość Abchazji i Osetii Południowej i polecił rosyjskiemu MSZ, by nawiązał z nimi stosunki dyplomatyczne.

Radość w Suchumi i Cchinwali, niepokój i żal w Tbilisi, rozczarowanie w wielu stolicach na świecie. Decyzja Rosji może mieć bowiem groźne konsekwencje, nie tylko dla Kaukazu.

Występując z orędziem do narodu, Miedwiediew oskarżył Gruzję o zamiar wymordowania tysięcy ludzi. – Wybrano najbardziej nieludzką metodę osiągnięcia celu – odzyskanie Osetii Południowej poprzez totalne wyniszczenie całego narodu – mówił. – Biorąc pod uwagę wolę narodów Osetii Południowej i Abchazji, kierując się Kartą ONZ, deklaracją zasad prawa międzynarodowego z 1970 r. w kwestii przyjacielskich stosunków między krajami, aktem końcowym z Helsinek z 1975 roku i innymi zasadniczymi dokumentami, podpisałem dekret o uznaniu niepodległości Osetii Południowej i Abchazji przez Federację Rosyjską. Rosja wzywa inne kraje do poparcia tej decyzji – oświadczył Miedwiediew.

Trzydniowe święto

Mieszkańcy stolicy Abchazji Suchumi natychmiast wylegli na ulice. Pili szampana i strzelali w powietrze.

– Jesteśmy szczęśliwi. Mamy łzy w oczach. Jesteśmy dumni z naszego narodu – mówiła Agencji Reutera 38-letnia Aida Gubaz. Prezydent Abchazji Siergiej Bagapsz ogłosił, że świętowanie niepodległości potrwa całe trzy dni. Urzędnicy mają „wyjść z gabinetów” i uczestniczyć w uroczystościach.

W zniszczonym Cchinwali, stolicy Osetii Południowej, na placu w centrum miasta zgromadziło się około 500 ludzi. Krzyczeli, strzelali z kałasznikowów i starych strzelb myśliwskich, wymachiwali flagami obu samozwańczych republik.

Prezydent Eduard Kokojty co prawda nie wezwał do świętowania, ale zaproponował Rosji założenie stałej bazy wojskowej w Osetii Południowej. Ale rosyjskie wojska stacjonują tam już teraz – najpierw jako siły pokojowe, a ostatnio w celu „przywrócenia pokoju”.

Nowe czystki etniczne?

Ambasada Gruzji w Warszawie poinformowała, że z wiosek w pobliżu Gori żołnierze rosyjscy i osetyjscy maruderzy usuwają mieszkańców narodowości gruzińskiej. „Przeprowadzana jest czystka etniczna” – czytamy w wydanym komunikacie.

Na deklarację Miedwiediewa Tbilisi zareagowało z opóźnieniem. Minister sprawiedliwości Nika Gvaramia oświadczył, że „Rosja się załamie”. – To będzie miało bardzo poważne polityczne konsekwencje dla Rosji – powiedział dziennikarzom. – My ten kryzys przezwyciężymy, jestem pewien. Ale co Rosja zrobi z separatyzmem, który wciąż jest dla niej problemem? – pytał.

Zaledwie kilka godzin wcześniej prezydent Micheil Saakaszwili obiecał, że „będzie dążył do zjednoczenia Abchazji i Osetii Południowej pod flagą Gruzji”. Podkreślał, że kraj cieszy się poparciem Stanów Zjednoczonych, a on sam dwa razy dziennie rozmawia z republikańskim kandydatem na prezydenta USA Johnem McCainem i regularnie kontaktuje się z Josephem Bidenem, demokratycznym kandydatem na wiceprezydenta.

Zwierzchnik gruzińskiego prawosławia patriarcha Eliasz II oświadczył wczoraj, że uznanie przez Rosję Abchazji i Osetii Południowej sprzyjać będzie z pewnością narastaniu separatyzmu w całym świecie. A separatyzm „niszczy podstawy państwa”.

Dokąd płynie „Moskwa”

Polem konfliktu może się stać Morze Czarne. Z Sewastopola wypłynął rosyjski krążownik rakietowy „Moskwa”. Kieruje się ku wybrzeżom Gruzji. NATO ma obecnie na Morzu Czarnym gotowe do podjęcia działań okręty wojenne – cztery tureckie, trzy amerykańskie, a także hiszpański, niemiecki i polski. Co się stanie, gdy spotkają „Moskwę”?

Życie Warszawy