r e k l a m a

Umowa w sprawie tarczy podpisana

Jacek Przybylski , Wojciech Lorenz 20-08-2008, ostatnia aktualizacja 21-08-2008 13:56

W podpisanej wczoraj umowie USA gwarantuje, że obroni Polskę przed atakiem rakietowym. Pozostałe gwarancje i obietnice to polityczna deklaracja, która nie jest prawnie wiążąca.

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Condoleeza Rice i prezydent Lech Kaczyński
autor zdjęcia: Radosław Pasterski
źródło: Fotorzepa
Condoleeza Rice i prezydent Lech Kaczyński
Condoleeza Rice i Radosław Sikorski przylecieli do Polski z Brukseli
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Condoleeza Rice i Radosław Sikorski przylecieli do Polski z Brukseli

P olska ma najsilniejsze gwarancje bezpieczeństwa z możliwych, bo jako członek NATO objęta jest artykułem 5 traktatu waszyngtońskiego, który mówi jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – przekonuje amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice.

– Zakończyliśmy negocjacje. Były one twarde, ale przyjazne, dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi. Osiągnęliśmy wspólny cel, aby Polska i USA stały się bezpieczniejsze – mówił po angielsku do Condoleezzy Rice Donald Tusk. – Czasami negocjacje były twarde, ale nigdy nie wrogie. Czasami trudne, ale zawsze zmierzały do celu – odpowiedziała mu szefowa amerykańskiej dyplomacji. Jej zdaniem, Polska jest prawdziwym przyjacielem Ameryki. – W trudnych czasach warto mieć przyjaciół, ale najważniejsze to mieć takich, którzy podzielają twoje aspiracje, wartości i marzenia. Polska jest właśnie takim przyjacielem – mówiła.

Oba kraje zamknęły w ten sposób trudny okres prawie dwuletnich negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej. Umowę podpisali wczoraj w kancelarii premiera Condoleezza Rice i szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Krótkie przemówienia wygłosili premier Donald Tusk, prezydent Lech Kaczyński i sekretarz stanu USA Condoleezza Rice. – Mamy prawo sądzić, że dokonaliśmy przełomu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski i USA – podkreślał premier.

Polska wywalczyła jednak dodatkowe zabezpieczenie. W podpisanej wczoraj umowie, która ma prawny charakter, USA zobowiązują się do udzielenia Polsce pomocy w przypadku ataku rakietami balistycznymi. Ten zapis wynegocjował jeszcze zdymisjonowany wiceszef MSZ Witold Waszczykowski. Pozostałe obietnice trafiły do politycznej deklaracji, która nie jest prawnie wiążąca. To w niej jest mowa o wspólnym reagowaniu na zagrożenia militarne i nie-militarne ze stron trzecich oraz o rozmieszczeniu w Polsce baterii rakiet Patriot.

Na pytanie, czy następny prezydent nie podważy tej umowy, główny amerykański negocjator John Rood odpowiedział: „mam nadzieję, że będzie podzielał nasz pogląd na potrzebę umocnienia polskiej armii”. Trzykrotnie unikał też odpowiedzi, czy amerykańska oferta różniła się od tej, którą polski rząd odrzucił 4 lipca.

– Deklaracja o współpracy polityczno-wojskowej nie zmieniła zbyt wiele. Była po prostu potrzebna polskim politykom do pokazania, że coś uzyskaliśmy. Ale ja nie widzę żadnego dodatkowego zaangażowania Amerykanów – mówi amerykanista prof. Zbigniew Lewicki. Jego zdaniem, Polsce wystarczą gwarancje NATO.

– Dodatkowa deklaracja polityczna Polski to wielki sukces i ewidentne wzmocnienie artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego. To bowiem porozumienie dwustronne, a takie zawsze mają większą moc – zapewnia wiceszef MSZ Ryszard Schnepf.

Życie Warszawy