r e k l a m a

Chcą ziemi, a nie pieniężnej jałmużny

Monika Górecka-Czuryłło 26-11-2008, ostatnia aktualizacja 26-11-2008 22:21

Oddać grunty, które można, a o odszkodowaniach za inne porozmawiać później - to projekt ustawy reprywatyzacyjnej sygnowany przez posła Andrzeja Czumę.

Projekt prezentowany wczoraj przez stowarzyszenie Dekretowiec zakłada, by właścicielom i ich spadkobiercom (ale już nie następcom prawnym) zwrócić grunty zabrane dekretem Bieruta ponad 60 lat temu. Ze zwrotu byłyby wyłączone tereny sprzedane już innym podmiotom lub zabrane na cel publiczny, np. drogę czy szkołę.

– Zapis jest prosty, nie zakłada odszkodowań obciążających budżet państwa i miasta, a więc nas wszystkich – zachwalała projekt Ewa Wierzbowska ze stowarzyszenia Dekretowiec. – Najpierw oddajmy ludziom, co można. O odszkodowania można się starać w innym trybie. Gwarantuje je przecież konstytucja.

„Dekretowiec” rekomenduje projekt Czumy posłom PO, którzy mają z własnej inicjatywy zgłosić projekt reprywatyzacji gruntów warszawskich (w ogólnopolskim projekcie reprywatyzacyjnym Warszawa nie została ujęta). Tymczasem w rękach posłów PO jest już inny projekt przygotowany przez miejskich urzędników. Zakłada on zwrot tych nieruchomości, które można, ale tylko tym, którzy złożyli do końca lat 40. tzw. wniosek dekretowy. Pozostali (z wnioskami) dostaliby odszkodowania, jeśli np. na gruncie stoi osiedle mieszkaniowe, albo rekompensaty w wysokości 15 – 20 proc., jeśli wniosku w terminie nie złożyli. Z szacunków wynika, że na wszystkie odszkodowania potrzeba ok. 17 mld zł.

„Dekretowiec” nie zostawił suchej nitki na miejskim projekcie. – Jest gorszy niż dekret Bieruta, bo ten gwarantował pełne odszkodowania dla wszystkich – mówiła Wierzbowska. – Jest też kosztowny i niesprawiedliwy. Własności nie odzyskają ci, którzy nie złożyli wniosku.

Który projekt posłowie PO wybiorą do prac w Sejmie, na razie nie wiadomo. Do zaopiniowania w Ministerstwie Skarbu wysłali tylko projekt miejski.

Życie Warszawy