Lewica nie chce oddać zakonnicom ziemi na Białołęce
Liderzy Lewicy protestowali w czwartek przeciwko decyzji Komisji Majątkowej, zgodnie z którą miasto zmuszone jest oddać zakonowi Elżbietanek grunty na warszawskiej Białołęce. Politycy zarzucili komisji, że jest "państwem w państwie, odpowiedzialnym jedynie przed Bogiem i historią".
- Ważny, wartościowy teren dla miasta zostaje przekazany na rzecz Kościoła. To budzi nie tylko nasz niepokój, ale sprzeciw. Majątek publiczny, nas wszystkich, jest rozdawany na prawo - nie powiem, że na lewo, bo nie na prawo - mówił na czwartkowej konferencji prasowej szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak.
Sławomir Kopyciński (SLD) zapowiedział, że Lewica rozpocznie prace nad zmianą ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego.
Zmiana - mówił - ma polegać albo na likwidacji rządowo-kościelnej Komisji Majątkowej (która rozpatruje wnioski kościołów i związków wyznaniowych dotyczące spraw majątkowych), albo wprowadzeniu zasad nadzoru nad jej pracami.
Media informowały, że zakon Elżbietanek otrzymał od państwa atrakcyjny grunt w warszawskiej Białołęce. Czwartkowa "Gazeta Wyborcza" podaje, że zakonnice szacują, że jest on wart 30 milionów złotych. Władze dzielnicy uważają, że 240 milionów złotych. Burmistrz zgłosił sprawę do prokuratury, oceniając że doszło do niegospodarności.
Władze Białołęki chciały, aby na 47-hektarowej działce przy ul. Wyszkowskiej powstały przedszkole, szkoła, boiska. Terenem należącym do skarbu państwa zarządzała Agencja Nieruchomości Rolnych. Jednak Komisja Majątkowa - powołana w 1991 roku przez rząd i episkopat - grunt przyznała Zgromadzeniu Sióstr Świętej Elżbiety - Prowincji Poznańskiej w Poznaniu. To rekompensata za ziemie, które zakon utracił po wojnie w Wielkopolsce.
- Myśleliśmy - mówiła wiceszefowa SLD Katarzyna Piekarska - że na ul. Wyszkowskiej powstaną szkoły, przedszkola, czy boiska sportowe, na których podobno bardzo zależy panu premierowi Tuskowi.
- Niestety Komisja Majątkowa przekazała lekką ręką te tereny po znacznie zaniżonej cenie jednemu z zakonów. Nie trzeba być ekspertem z zakresu szacowania nieruchomości, żeby wiedzieć, że te 30 milionów to cena wielokrotnie zaniżona - dodała.
Piekarska jest zadowolona, że rada dzielnicy złożyła zawiadomienie do prokuratury: "Trzeba dokładnie się przyjrzeć, czy nie doszło do naruszenia prawa".
Komisję Majątkową nazwała "przeżytkiem". - Nie może być tak, że jedynie pełnej reprywatyzacji po 1989 roku dokonuje Kościół katolicki. Nie chodzi, broń Boże o to, aby prowadzić jakieś działania przeciwko Kościołowi. Chcemy równości wszystkich podmiotów - mówiła posłanka.
Politycy Lewicy podkreślali przede wszystkim, że od decyzji Komisji nie ma odwołania do sądu.
- Ta komisja działa poza wszelkim nadzorem, nic nie może zrobić Sejm, Senat, premier, minister, nic nie mogą zrobić sądy. To jest takie państwo w państwie, odpowiedzialne chyba jedynie przed Bogiem i historią" - mówił Kopyciński.
W depeszy pod tym tytułem, w 6. akapicie, władze Białołęki chciały, aby powstały one na 47-hektarowej działce przy ulicy Wyszkowskiej.
Władze Białołęki chciały, aby na 47-hektarowej działce przy ul. Wyszkowskiej powstały przedszkole, szkoła, boiska.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
