Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Manewry wokół odwołania dyrektora

09-12-2005, ostatnia aktualizacja 09-12-2005 03:33

Kolejna burzliwa dyskusja o problemach szpitala w Gostyninie-Kruku zdominowała obrady sesji rady powiatu. Marek Kiełczewski pozostał na swoim stanowisku mimo wielu słów krytyki padających pod jego adresem.

Wniosek o odwołanie dyrektora złożyły już pod koniec sierpnia działające w gostynińskim szpitalu związki zawodowe. Chociaż minęły trzy miesiące, decyzja w tej sprawie wciąż nie zapadła. Kwestię odwołania dyrektora pozostawiono w gestii zarządu powiatu. - Gdyby do mnie, jako dyrektora tak dużej placówki, przyszła polowa załogi z informacją, że się nie nadaję do pracy, zrezygnowałabym z niej natychmiast - skwitowała Halina Kotwasińska. - Marek Kiełczewski w swoim mniemaniu jest świetnym menedżerem. Nie rozumiem w takim razie, dlaczego związki zawodowe, także lekarskie, zgłosiły do zarządu powiatu postulat odwołania dyrektora.

Radni nie ukrywają, że jedną z najbardziej bulwersujących kwestii jest nieregulowanie należności wobec pracowników szpitala. - Szpital jest powołany, aby świadczyć opiekę zdrowotną dla mieszkańców powiatu. Ludzie, którzy tam pracują, muszą otrzymywać wynagrodzenie - przekonywał Jacek Liziniewicz. - Należałoby więc dokładnie wyjaśnić, kto odpowiada za sytuację w szpitalu.

Nie brak głosów, że jednym z powodów załamania finansowego była likwidacja dodatków motywacyjnych do płac personelu. - Pracownicy zostali pozbawieni jakiejkolwiek motywacji do pracy - mówił Marian Pagórek. - Tymczasem w Płocku, gdzie wypłacane są premie, udało się wypracować nadwykonanie. Dzięki temu kontrakt szpitala został zwiększony.

Dyrektor usiłował przekonywać radnych do swoich racji. - Umowy na szpital i rehabilitację dały nam zabezpieczenie finansowania na 2005 rok. Mamy nadwykonanie planu hospitalizacji szpitalnej za dziesięć miesięcy tego roku - tłumaczył Marek Kiełczewski. - Oferta na lecznictwo szpitalne i rehabilitację, którą złożyliśmy w Narodowym Funduszu Zdrowia na 2006 rok, jest większa o jedną trzecią od tegorocznego kontraktu. Na razie jednak nie zostaliśmy zaproszeni do rozmów. Nie wiemy więc, jakie warunki zaproponuje fundusz.

Obecnie dług szpitala wynosi 17 milionów złotych. Przerósł więc wartość rocznego kontraktu z NFZ. Zadłużenie wciąż rośnie. Rok 2004 zamknął się stratą około trzech milionów złotych. Przez dziewięć miesięcy tego roku szpital stracił kolejne dwa. Dyrekcja tłumaczy to niekorzystnym kontraktem na świadczenie usług medycznych. - Kiedy podpisywaliśmy kontrakt, wiedzieliśmy, że będzie dla nas deficytowy - usprawiedliwia się dyrektor ZOZ?u. - Gdybyśmy nie zgodzili sie na tak drastycznie niekorzystne warunki, sami musielibyśmy szukać dodatkowych źródeł finansowania usług medycznych. Powinniśmy więc się cieszyć, że zadłużenie nie narasta zbyt szybko, a pacjenci mają się gdzie leczyć.

Radni nie mieli jednak najmniejszego zamiaru przyjmować bezkrytycznie wypowiedzi Marka Kiełczewskiego.

- Dyrektor zasypuje nas cyframi do czwartego miejsca po przecinku, a tymczasem chcielibyśmy dowiedzieć się po prostu, jak dramatyczna jest sytuacja w naszym ZOZ-ie - powiedział Jacek Liziniewicz.

Niemal wszyscy radni jednoznacznie zgadzali się z tymi uwagami. - Jeśli budżet powiatu wynosi 29 milionów, a dług szpitala nieuchronnie zbliża się do 20 milionów, niedługo szpital wchłonie cały powiat - prognozowała Zofia Korycka. - Musimy jak najszybciej wypracować metodę wyjścia z tej fatalnej sytuacji.

Jedynym obrońcą dyrektora okazał się pracujący na co dzień w szpitalu Andrzej Szwarocki. - Uważam, że pracę dyrekcji trzeba oceniać stosownie do sytuacji - tłumaczył. - Kilka lat temu kontrakty były wyższe. Wówczas placówka nie przynosiła strat. Dziś sytuacja wygląda inaczej, ale i finansowanie jest wprost fatalne.

Data: 2005-12-09

__Archiwum__