Tallin – miasto z klimatem
Gdyby nie znajomość historii najnowszej, trudno byłoby się domyślić, że jeszcze 20 lat temu miasto to było tylko stolicą jednej z republik Kraju Rad.
Kiedy nastała niepodległość, Tallin pozbył się sowieckiej patyny i dziś zachwyca od pierwszych chwil. Kuszą wieże kościołów i cerkwi, dachy zabytkowych kamienic i potężne mury obronne.
Średniowieczne uliczki same zachęcają do spacerów, podczas których trzeba zadzierać głowę, by podziwiać detale architektury. Warto to robić, bo to jedno z tych miast, o których mówi się, że mają klimat. O jego popularności świadczą wielkie promy pasażerskie, które codziennie zawijają w nieodległym porcie, i wielojęzyczny tłum na Starówce.
Gruba Małgorzata i Długi Herman
Dziś Tallin przypomina do złudzenia skandynawskie miasta – czyste, bezpieczne i przytulne. Ilości zabytków mogłaby mu pozazdrościć niejedna europejska metropolia, tak samo zresztą jak położenia. Miasto wygląda pięknie oglądane z pokładu statku w porcie, a i widok na morze z jednego z punktów widokowych estońskiej stolicy zapiera dech w piersiach. Związki zarówno miasta, jak i Estonii ze Skandynawią sięgają kilkuset lat.
Zwiedzanie historycznego Tallina najlepiej odbyć na własnych nogach. Większość zabytków oraz obiektów turystycznych leży w obrębie prześlicznej Starówki, otoczonej potężnymi murami obronnymi. Kiedyś liczyły ponad dwa i pół kilometra, a obserwację lub ostrzał można było prowadzić z 45 wieżyczek i baszt. Niektóre z nich odznaczają się nietypowymi nazwami. Gruba Małgorzata zawdzięcza ją swoim niemałym rozmiarom. Kiedyś mieściło się tu więzienie. „Zerknij do kuchni” oddaje szczególny rodzaj rozrywki, któremu mogli oddawać się wartownicy pełniący tu służbę. Otóż, ze względu na usytuowanie i wysokość budowli mogli oni bez trudu podglądać, co też przygotowują na obiad gospodynie w kuchniach budynków Dolnego Miasta.
O tym, czy mogli podglądać również to, co się dzieje w sypialniach, historia litościwie milczy… Długi Herman to wieża wysoka na ponad 40 metrów.
Zwiedzając Tallin, nie można też pominąć gotyckiej katedry pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, unikatowego rynku z gotyckim ratuszem, kościołów św. Michała i św. Mikołaja oraz budynków parlamentu i pałacu prezydenckiego (nie wszyscy i nie zawsze mogą tam wejść, wtedy pozostaje podziwianie z zewnątrz). No i wreszcie wspomniane punkty widokowe na wzgórzu Toompea.
Kiedy już nasycimy się średniowiecznym duchem miasta, czekają nas jak najbardziej współczesne wieczory. Wypełniają się wtedy gwarne knajpki, pulsujące muzyką kluby kuszą bardziej ekstremalnymi przeżyciami, zwłaszcza dla uszu (czasem poziom decybeli uniemożliwia nie tylko rozmowę, ale i zebranie własnych myśli), kuszą też białe noce. Temu unikatowemu zjawisku warto poświęcić nieco uwagi. Kojarzone jest ono przede wszystkim z Sankt Petersburgiem, ale występuje w bardzo wielu miejscach, ponieważ jest związane z położeniem geograficznym. W Tallinie białe noce zaczynają się pod koniec maja, a apogeum osiągają w czerwcu. Najkrócej rzecz ujmując, słońce chowa się za horyzontem bardzo płytko, dając wrażenie, jakby nie zaszło. Zmrok wtedy nie zapada, a wrażenia z obserwacji tego zjawiska są nieporównywalne z niczym.
ORP „Orzeł“ ucieka
Historia Polski i Estonii splotła się w osobliwy sposób na początku II wojny światowej. 16 września 1939 roku w porcie w Tallinie został internowany polski okręt wojenny ORP „Orzeł“, który zawinął tam dzień wcześniej z powodu choroby dowódcy. Trzy dni później marynarze zorganizowali brawurową ucieczkę. Wcześniej, aby sprawdzić, jak głęboki jest portowy basen, udawali, że łowią ryby, dokonując w tym czasie sekretnych pomiarów. Incydent posłużył władzom sowieckim za pretekst do blokady morskiej Estonii, a następnie – faktycznej aneksji. Dziś to wydarzenie upamiętnia tablica umieszczona na ścianie jednej z kamienic Starówki.
Internet rządzi
Warto wiedzieć, że Tallin jest stolicą jednego z najbardziej „uinternetowionych“ państw na świecie. Estończycy przy pomocy Internetu głosują w wyborach, składają zeznania podatkowe i załatwiają dziesiątki urzędowych spraw. W sali obrad rządu nie ma stosu dokumentów, bo przed każdym ministrem stoi laptop, a kolejne punkty porządku obrad wyświetlane są na ekranie. W ten sam sposób, czyli elektronicznie, odbywa się obieg dokumentów. O bankowości internetowej nawet nie trzeba wspominać. Informacje praktyczne
Język – estoński, ale wiele osób mówi po angielsku, a starsi Estończycy także po rosyjsku.
Walutą jest korona estońska (EEK).
Najlepsza pora na przyjazd to maj/czerwiec – białe noce.
Dojazd – najwygodniej własnym samochodem lub autobusem – istnieje bezpośrednie połączenie z Warszawą. Samolotem – tylko z przesiadką. Przy niekorzystnej siatce połączeń, wliczając czas oczekiwania w porcie tranzytowym, podróż może potrwać niewiele krócej niż autobusem, jest za to wielokrotnie droższa.
Polscy obywatele przekraczają granicę na podstawie dowodu osobistego lub paszportu (także jadąc przez inne państwa bałtyckie, które są członkami UE).
Najtańsze noclegi (ok. 100 – 200 EEK) znaleźć można w schroniskach młodzieżowych lub – w czasie wakacji – w akademikach.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON