Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przeklęta podwójność generała

Jolanta Gajda-Zadworna 20-04-2011, ostatnia aktualizacja 23-04-2011 12:12

Z Aleksandrą Popławską i Markiem Kalitą rozmawia Jolanta Gajda-Zadworna. Reżyserzy spektaklu „Generał” mówią o Wojciechu Jaruzelskim, osądzaniu przez historię, tragizmie ludzkich wyborów, samotności, umiejętności wybaczania i „narodowych stypach oblewanych wódką i łzami”. Premiera odbędzie się w teatrze IMKA.

*Zdaniem reżyserów spektaklu,  „Generał” nie jest próbą dokonywania politycznych rozliczeń. Raczej opowieścią o różnych odcieniach ludzkich dramatów
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Zdaniem reżyserów spektaklu, „Generał” nie jest próbą dokonywania politycznych rozliczeń. Raczej opowieścią o różnych odcieniach ludzkich dramatów
*Aleksandra Popławska
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Aleksandra Popławska

O co spytalibyście generała Jaruzelskiego, gdyby można mu było zadać trzy pytania?

Aleksandra Popławska: Co robi i co myśli, kiedy siedzi w nocy z 12 na 13 grudnia w wyciemnionym oknie, z kratami i zasuniętymi zasłonami, a przed domem trwa demonstracja? Ale też: Jak było naprawdę? I czy nie żałuje podjętych decyzji.

Pytacie o to w spektaklu?

Marek Kalita: Nie zadajemy pytań wprost i nie stawiamy jednoznacznych tez.

„Generał" to rozliczenie?  Z postacią, wydarzeniami, które współtworzył? A może przeszłością, którą zmodyfikował milionom ludzi, także Wam?

M.K.: Nie chcemy nikogo osądzać i rozliczać. Chcemy pokazać człowieka, który jest stary, chory, ale w obliczu nadchodzącego nie może zaznać spokoju.

A.P.: W ostatniej scenie III aktu odtwarza z kasety jedno swoje zdanie:" Co by było, gdybym wtedy stanął na czele zrywu? Czy byłbym bohaterem, ale jednocześnie, będąc bohaterem, czy byłbym też zdrajcą?". Przeklęta jest podwójność wszystkiego, co robi.

I chyba dwuznaczność tego, jaki był i jaki jest... W spektaklu Jarosława Jakubowskiego to schorowany człowiek, a kim był w teatrze historii: postacią tragiczną, marionetką czy może błaznem?

AP: Dla mnie to zdecydowanie tragiczna postać. Przez tę podwójność wszystkiego, co robił. Ale niezależnie od tego czy, jak mówią niektórzy, to potwór i przeklęta hiena czy karykatura, błazen itd., jest człowiekiem, który coś przeżywa. W obliczu choroby to przejmujące.

Czy stan, w jakim znajduje się obecnie generał, wpłynął na Wasze podejście do tej postaci?

AP: Oczywiście, że tak

Jesteście łagodniejsi wobec niej?

A.P: Absolutnie nie. Nie ma ludzi tylko dobrych i tylko złych. W jednej scenie generał okazuje się potworem po to, by za chwilę wzbudzić współczucie. Pokazujemy w naszym przedstawieniu człowieka, który wciąż czeka na proces. Niczym na Sąd Ostateczny, który nie może nadejść. Ta upiorna męka oczekiwania jest głównym tematem przedstawienia. Równolegle, podskórnie, biegnie opowieść o spektaklu, który ciągle zaczyna się i nigdy nie może dojść do finału. To taki nasz teatr powszechny – życia i śmierci...

Premiera „Generała" przypadła na Wielki Czwartek, tuż przed Wielkim Piątkiem, gdy chrześcijanie wspominają mękę Chrystusa i Wielkanocą, gdy świętują zwycięstwo nad złem, odkupienie. Czy wkalkulowaliście to w wymowę spektaklu?

A.P.: Premiera miała się odbyć wcześniej,10 kwietnia. Co też ma znaczenie, bo ze sceny pada m.in. tekst: „Msze żałobne, jedna wielka narodowa stypa oblana wódą i łzami" – Generał mówi, że ciągle się modlimy, płaczemy, jesteśmy w permanentnej żałobie narodowej. My, ludzie teatru, też to dotkliwie odczuwamy. Siedzimy w domu i pijemy wódkę, gdy odwołują nam spektakle. Mimo, że czasami są to przedstawienia naprawdę o poważnej tematyce. 10 kwietnia ubiegłego roku miała się odbyć moja poprzednia premiera „Kompleksu Portnoya". Byliśmy załamani. Z jednej strony wstrząsająca katastrofa, z drugiej odwołane pierwsze przedstawienie, więc całe napięcie, napęd, który towarzyszy przygotowaniom, został w nas zablokowany. To był cios, ale później wszystko potoczyło się dobrze. „Kompleks Portnoya" zaistniał. Myślę, że nie ma przypadków i przesunięcie premiery „Generała" też dodało mu znaczeń. Wielki Tydzień to także ważny czas w kontekście tej postaci, ponieważ on jest ateistą. Czy w Polsce, która mieni się krajem bardzo katolickim, generał ma prawo do oczyszczenia się? Do tego, żeby mu grzechy wybaczyć...

Wielu chyba wybaczyło. Od upadku komuny, w sondażach, większość badanych wyraża pozytywne opinie o Jaruzelskim. Ale już media przedstawiają go zdecydowanie negatywnie. Skąd to rozdwojenie?

A.P.: Także nad tym zastanawiamy się w spektaklu. Jak to możliwe, by o jednej osobie były tak skrajne opinie i społeczeństwo wokół niej tak bardzo się podzieliło. Ja tej zagadki nie rozwiązałam. Przeczytałam cztery książki o Jaruzelskim i dalej nic nie wiem na jego temat.

W jakim momencie życia byliście, gdy generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny?

AP: Obsada jest wielowiekowa. Ja miałam cztery lata, więc PRL nie zostawił we mnie żadnych złych śladów. Marek Kalita już pracował, jednak nigdy nie był związany politycznie z żadną opcją. Zajmował się zawsze teatrem. Autor sztuki, Jarosław Jakubowski jest trochę starszy ode mnie, ale ma zdecydowanie poglądy na „nie". Uważa, że stan wojenny i sam Jaruzelski dotkliwie wpłynął na jego dzieciństwo, odebrał mu słynny „Teleranek", wylał więc swoje żale, pisząc tę sztukę. Ale takie zderzenie poglądów jest bardzo dobre, i dla tekstu, i dla spektaklu.

Czy aby nie wykorzystujecie złej sławy generała, by przyciągnąć publiki, zeelektryzować opinię?

M.K.: Nie wzięliśmy tego tekstu po to by narobić szumu, czy sprowokować kogokolwiek. Generał to postać teatralnie bardzo ciekawa – określona zewnętrznym wizerunkiem a wewnątrz taka dwuznaczna. Budząca wciąż tyle emocji.

Jak na corocznych pikietach przed willą na Mokotowie? Braliście w nich udział?

A.P.: Byłam raz. To spektakl totalny. Jest atmosfera podlana wspomnianą „wódą i łzami". Jest dużo panów z wąsami i leci żenujący wierszyk, właściwie bluzg, który nawet wobec tej postaci wydaje się dosyć obrzydliwy.

Niektórzy wciąż czekają na wyrok. Czy Waszym zdaniem Jaruzelski powinien zostać skazany przez Trybunał Stanu za wprowadzenie stanu wojennego i to, co się wydarzyło na Wybrzeżu w 1970 roku?

A.P.: Nie chcemy rozmawiać na temat polityki, za mało wiemy, nie nam to osądzać.

M.K.: Teraz w grę wchodzi wyższa instancja i pojawia się pytanie, czy taki człowiek ma prawo do Sądu Ostatecznego.

Abstrahując od czasu świątecznego, czy to jest dobry moment na wystawienie „Generała"?

Jestem przekonana, że najlepszy. Tego tematu wciąż wszyscy się boją. Jaruzelski zaistniał na scenie w spektaklu duetu Strzępka-Demirski. Była też opera o nim w radiu, ale to nadal mało. Nasze przedstawienie pokazuje starszego, schorowanego człowieka, uwięzionego w czerwonej komnacie. Chcemy do niego wejść i towarzyszyć mu w tę noc podsumowań.

Chcielibyście, by generał obejrzał wasz spektakl?

M.K.: Nie w okolicach premiery, bo ludzie nie skupialiby się na przedstawieniu tylko na tym, że jest na sali.

A.P.: Tak, nasz spektakl na pewno nie jest  gorszy, niż przedstawienie pod oknami, które co roku przeżywa. U nas pierwszą i drugą część wypełnia muzyka lat 70. i 80., przypominając bunt Armii, Brygady Kryzys czy Dezertera, ale też „Port, w którym nie ma mew" Violetty Villas. Dużo rzeczy się dzieje po to, by w pełni mogła wybrzmieć cisza trzeciego aktu. Generał zostaje w niej zupełnie sam.

Życie Warszawy